poniedziałek, 10 października 2016

40 i 1/3

Rozłączyłam się, najzwyczajniej w życiu się rozłączyłam. Każda komórka mojego ciała chciała krzyczeć, wykrzyczeć to co boli, czego ma dość. Wszystko dochodziło do mnie jak przez mgłę do czasu aż Kamil powiedział, że zadzwoni do Mateusza.
-Nie.-mówię słabym głosem wyrywając się z odrętwienia. -Mateusz musi grać. Ma zawody.
-Myślę, że dla niego to ty jesteś jednak priorytetem.
-Już mi lepiej-kłamię siadając na kanapie. Patrzę na swoje drżące ręce myśląc o tym co mogę zrobić aby to zakończyć.
-To był on? To znaczy twój były...-mówi chyba równie mocno wstrząśnięty co ja. Na potwierdzenie pytania kiwam głową.
-Dziwi mnie to, że jeszcze go nie namierzyli. przecież on nie jest niewidzialny, nie zapadł się pod ziemię.
-To Marcin, jeśli on będzie chciał to wszystko może się zapaść pod ziemię. Włącznie ze mną.
-Oliwia.. Dobrze wiesz, że na to nie pozwolę. Nikt nie może być bezkarny.-mówi mocnym, twardym głosem.
-Wcześniej myślałam, że nikt i nic mnie nie zrujnuje, a tu proszę. Taka niespodzianka.-mówię sięgając po papierosa.
-Oliwia, zostaw to.-mówi sięgając do mojej ręki. Zatrzymuje dłoń na moim nadgarstku co w pewien sposób wydało mi się bardzo intymne. Spojrzałam na Kamila wyraźnie speszona po czym zabrałam dłoń.
-Nie możesz się jeszcze bardziej dobijać, a papierosy Ci w niczym nie pomogą.-mówi przejęty. Wiem, że ma rację, ale wiem też, że potrzebuję odskoczni. Nie chce znowu wrócić do moich głupotek. Nic nie mówię tylko spoglądam na nadgarstek. Nie chce z tym znowu zaczynać, ale czy ja sama do końca z tym skończyłam?
-I tak, samookaleczanie też nie pomoże. Koniec już tych optymistycznych rozmów. Pora spać młoda.-mówi po czym wstaje i kieruje się do pokoju. Po chwili wychodzi z kompletem pościeli w ręku, po czym kładzie na kanapę.
-Ja śpię na kanapie i nie ma kłótni-mówi ścieląc, gdy kończy spogląda w moją stronę.
-Jutro ja śpię na kanapie, dzisiaj nie mam zamiaru się nawet kłócić.-przytakuje podczas gdy Kamil kładzie się wygodnie na kanapie.
-Na którą jutro?-pytam spoglądając na chłopaka wpatrzonego w telewizor.
-Na którą jutro gdzie?-pyta jakby zapomniał o bożym świecie dlatego przypominam mu o czymś takim jak praca.
-Wziąłem urlop. Nie zamierzam zostawić Cie samej na pożarcie przez tego psychopatę. W dodatku już wcześniej chciałem wziąć to wolne, ale nie miałem dobrej okazji do tego a teraz proszę. Siedzę sobie z piękną damą przy telewizorze, wygodnie rozłożony na kanapie, ze świadomością, że jutro nie muszę wstawać. Żyć nie umierać.-mówi po czym się uśmiecha i wraca do oglądania telewizji.
*jakiś czas później (bardziej po LŚ mniej niż przed IO :))*
-Wszystko spakowane?-słyszę głos Kamila, z którym zamieszkałam na stałe. Mój 'rodzinny' dom stoi spokojnie cały i wyremontowany czekając na mój powrót, który dość prędko nie nadejdzie. Z Kamilem o dziwo nie mam większych sprzeczek niż utarczki na temat papierosów, które już udało mi się ograniczyć. Wkładając kosmetyczkę do walizki odkrzykuje Kamilowi, że jestem już gotowa na co słyszę:
-Rozumiem, że ładowarka do telefonu jest ci niepotrzebna?
-Ty bez piątej klepki radzisz sobie znakomicie mój drogi.-mówię po czym wstaję po ładowarkę, która leży na barku w kuchni. Wkładam ją do torby podręcznej i zatrzymuję się w przedpokoju.
-Walizka jest w salonie! Tak, wiem, też cie kocham-krzyczę wychodząc z mieszkania tylko po to aby sobie przypomnieć, że nie wzięłam telefonu. Kiedy miałam już wchodzić do mieszkania poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę, odwracam się i oniemieję. Chciałam krzyczeć ale uniemożliwił mi to zakrywając usta.
-Krzyknij cokolwiek, a już po twoim Mice.-mówi do ucha po czym wyprowadził z bloku. Chciałam się wyrwać, ale nie byłam w stanie, resztkami sił udało mi się wyswobodzić lewą rekę z uścisku, która uderzyłam Marcina w twarz niestety nic to nie wniosło i standardowo dostałam siarczyste uderzenie w policzek.
-Jeszcze raz, a obiecuję, że to się dobrze nie skończy.
Muszę przyznać, że Marcin się zmienił nie był już tym samym narwanym chłopaczkiem co kiedyś, był prawie dorosłym, silnym mężczyzną, który w obecnej chwili zaciągnął mnie do samochodu, którego nie znałam. Nawet Marcina już nie poznawałam. Jego wzrok stał się rozbiegany, podejrzliwy o każdy wykonany ruch. Próbowałam otworzyć drzwi ale były zamknięte elektrycznym zamkiem. Muszę przyznać, że Marcin przygotował się prawie na wszystko. Kiedy tylko wjechaliśmy na główną ulicę uderzyłam całym swoim ciałem w prawe ramię chłopaka dzięki czemu stracił panowanie nad kierownicą. Uderzyliśmy w słup od sygnalizacji świetlnej, w uszach brzmiał znajomy już huk. W myślach dziękowałam Bogu za to, że na ulicy nie było wielkiego ruchu to co się ze mną stanie już mało mnie obchodziło. Po chwili ból był nie do wytrzymania, czułam, że tracę czucie w dosłownie każdej części mojego ciała. Odpływam...
***
-Wybudza się, proszę się odsunąć.-słyszę głos, który skądś już znam. Nie mam siły otworzyć oczy dlatego leżę z zamkniętymi powiekami. Znowu czuję ból. Znowu mnie odratowali?-myślę. Do moich uszu napływa wiele dźwięków naraz. Nie mogę się skupić na ani jednym z nich, wszystkie są takie znajome. Jakbym kiedyś już je słyszała. Otwieram powieki i to co widzę jest dla mnie kompletną paranoją. Umysł i serce nie współpracuje razem. Serce wyskakuje mi z piersi, a umysł nie potrafi wytłumaczyć tego co ukazują oczy.
-Jak pani się nazywa?-słyszę banalne pytanie lekarza prowadzącego. na które szybko odpowiadam.
-Oliwia Strus.-mówię, po czym widzę moje tak znajome twarze, oczy, w których kocham wszystko.
____________________________________________________
Ludzie zwariowałam, a ten post jest tego dowodem, mam nadzieję, że się połapiecie. Piszę z gorączką i zatkanym nosem, a jesień nie oszczędza nawet mnie. Nie zabijcie za zakończenie. Zostawiam małą podpowiedź co do zakończenia, więc myślcie, rozmyślajcie, knujcie swoje wymarzone zakończenie tej opowieści, z którą bardzo ciężko mi się rozstać. :( Uwierzcie pokochałam tą historię, a pomysł na zakończenie przyszedł sam z siebie. Miało być inaczej, miało być smutno już chciałam uśmiercić główną bohaterkę, przyznam się miało być tragicznie, aaale z racji tego, że jesień sama z siebie beznadziejna to szkoda mi was wystawiać na załamanie nerwowe. Pozdrawiam was cieplutko, 
Tańcząc w ciemnościach.
P.S 
Czekam na wasze propozycję co do następnego opowiadania. 

poniedziałek, 12 września 2016

39. Wiesz, że coś takiego jest określane jako chęć pomocy osobom uzależnionym?

-Nazwał Cie sprzątaczką?- pyta przez śmiech Kamil, który nadal nie dowierza w początki mojej znajomości z Kubiakiem. Wspominanie tego sprawia mi ogromną przyjemność jak i ból. Przez to wiem, że jednak Ci którzy pojawili się w naszym życiu gwałtownie, równie gwałtownie z niego znikają.
-No nie lubiliśmy się. Wpadłam na niego niechcący jak czytałam książkę.-mówię zgodnie z prawdą przypominając sobie pierwszy dzień zgrupowania.
-Twój telefon chyba dzwoni, bo nie przypominam sobie żebym miał kawałek Dżemu jako dzwonek.-mówi przerywając moje przemyślenia. Dzwonka też nie zmieniłam od Spały. 
-Tak słucham?-mówię do telefonu, który odebrałam od Kamila.
-Czyli ON wrócił?-słyszę po drugiej stronie. Nie mam ochoty bawić się w zgadywanki, więc sprawdzam kto dzwoni. 
-A więc to ty.-mówię nagle zmęczona, tak jakby wymiana dwóch zdań z Michałem kosztowała mnie wysiłku równającego się z przebiegnięciem maratonu.-Czego chcesz Michał?-kontynuuje
-Mateusz wparował mi cały nabuzowany do pokoju wykrzykując, że wiem wszystko o czymś o czym nie miałem zielonego pojęcia. 
-Dzwonisz, żeby usłyszeć ode mnie przeprosiny? Bo nie pojmuję.-pytam poirytowana przebiegiem tej rozmowy
-Nie żartuj, nie rzucaj sarkazmami. 
-Przejdź do konkretów Kubiak.-Kiedy mówię głośniej Kamil od razu wyłania się z zakątków łazienki gdzie przed chwilą był. Kiwam tylko głową, że wszystko okay i wracam do rozmowy.  
-Jakim cudem jest na wolności?-słyszę twardy głos Michała.
-Naprawdę nie powinieneś do mnie dzwonić z tym pytaniem. A ja nie mam  najzwyczajniej ochoty na słuchanie zarzutów w moją stronę, czy jakkolwiek innej bezsensownej wymiany zdań. Trzymaj się Michał. 
-Uważaj na siebie proszę.-mówi pośpiesznie
-Udam, że tego nie słyszałam, cześć.-widzę Kamila, który sam nie wie co ma zrobić, nie dziwię mu się. Na jego miejscu czułabym się  bardzo niezręcznie. Po rozmowie z Kubiakiem miałam strasznie paskudny humor sama nie wiedziałam w tej chwili co ze sobą zrobić. 
-Widzę, że napięta sytuacja.-mówi znad gazety. 
-Muszę zapalić.-mówię jakbym nie słyszała tego co do mnie powiedział. Cieszę się, że Kamil jest jaki jest i nie drąży tematu. Jeszcze nie jest świadomy jak bardzo jestem mu za to wdzięczna.
-Na stole w kuchni leży paczka, zapalarę znajdziesz obok popielniczki na parapecie.-mówi zwykłym głosem tak jakby codziennie miał za lokatorkę palące 17. latki.
-Nie przeszkadza Ci to, że palę w takim wieku? Przeważnie trafiam na ludzi, którzy sceptycznie patrzą na takie zachowania.-mówię zapalając niebieskiego L&M'a
-Nie mogę narzucać komuś co ma robić i co dla niego byłoby najlepsze. Z reguły to co jest nam narzucone traktujemy lekceważąco.
-Ile ty masz lat?-pytam zadziwiona jego wypowiedzią.
-21. co prawda kończę za 5 dni, ale myślę, że mogę sobie pozwolić na takie małe wypaczenie.-mówi i się uśmiecha.
-No to pijemy niedługo.-mówię i biorę odruchowo drugiego papierosa. Kiedy Kamil to widzi odkłada gazetę i podchodzi do mnie nawet tego nie ukrywając.
-A pani to chce raka dostać?-mówi i próbuje zabrać papierosa, którego chowam za plecami.Kiedy zakleszczył mnie w swoich rozbudowanych ramionach zaczynam się śmiać;
-Wiesz, że coś takiego można określić jako molestowanie?
-Wiesz, że coś takiego jest określane jako chęć pomocy osobom uzależnionym?-kiedy to mówi ma całkowicie poważną minę. I za Boga nie wiem jak mam to zrozumieć dlatego oddaję papierosa, którego sam potem odpala i pali.
-Widzę, że nie tylko mi jest potrzebna pomoc.-Kamil nie odpowiedział tylko się uśmiechnął i dalej palił. Postanowiłam to wykorzystać i pójść się umyć. Poprosiłam o zapoznanie mnie z rozmieszczeniem poniektórych miejsc w jego mieszkaniu i skierowałam się w stronę wskazanej niedawno łazienki zabierając ze sobą kosmetyczkę i piżamę. Już po niespełna 5 minutach leżałam w gorącej wodzie, pachnącą moim ulubionym płynem do kąpieli. Nie do opisania jest to, jak zwykła kąpiel może odprężyć człowieka, do tego stopnia aby chociaż na chwilę zapomniał o Bożym świecie. Kiedy skończyłam suszyć włosy usłyszałam swój dzwonek w telefonie, który powinnam już od dawna zmienić.Ubrałam się i wyszłam z łazienki.
-Jakiś niezapisany numer do Ciebie dzwonił.-odzywa się Kamil, z poduszkami w rękach.-niestety nie dałem rady odebrać.-kończy potrząsając pościelą, którą trzymał.
-Nie ma sprawy. Jak to coś ważnego to spodziewam się jeszcze raz telefonu.-mówię siadając na kanapie.
-To co, to moje tymczasowe łóżeczko?-mówię głaszcząc obszycie kanapy.
-Spokojnie moja droga, Dla Ciebie mam moją sypialnię. To MOJE tymczasowe spanko.-podkreślił przymiotnik dość mocno, tak abym zrozumiała przesłanie.
-Kamil, to twoje mieszkanie, twoje łóżko jak i kanapa.
-Które od dzisiaj postanawiam wypożyczyć uroczej damie w potrzebie.-mówi rozkładając kanapę z której mnie zgonił.
-Zostawmy samo to, że jestem w potrzebie.-miałam już dodać, że nie zamierzam go wyganiać na kanapę, ale jak zwykle przerwał mi mój własny telefon. Tak jak myślałam ten sam numer dzwoni już drugi raz dzisiaj. Z myślą, że to policjant, który miał się zająć sprawą odbieram pośpiesznie.
-Tak słucham?-witam się jak zawsze gdy nie jestem pewna z kim do końca rozmawiam.
-Witaj księżniczko.-słyszę po drugiej stronie. Już mam się rozłączać kiedy zdaję sobie sprawę z kim tak naprawde rozmawiam. Ręce zaczynają mi się trząść a na gardle czuję niewidzialnie zaciskającą się pętle.
-Posłuchaj, mam propozycję skarbie.-mówi znienawidzonym przeze mnie tonem, którego już tak dawno nie słyszałam z czego byłam ogromnie szczęśliwa. Nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy.
-Nie zamierzam się pakować z tobą w żadne układy Marcin, a z tego co wiem powinieneś gnić w więzieniu. Dla takich jak ty nie ma miejsca na wolności.-mówię zaskakując samą siebie własnym tonem. Kamil wyraźnie rozdarty nie wiedzą po prostu się przypatrywał.
-Kochanie, dobrze wiesz, że dla wielu twoich przyjaciół nie powinno być miejsca na wolności. Zarówno Kubiaka jak i Włodarczyka. Więc równie dobrze mogę opowiedzieć policji o ich występkach. Jak myślisz pomoże im to?-wiem dobrze, że nie powinnam z nim rozmawiać, ale nie chce aby już ktokolwiek przeze mnie miał kłopoty.
-Czego ty chcesz?-pytam podniesionym głosem, równocześnie bojąc się odpowiedzi.
-Tego czego od zawsze chciałem i zawsze nie mogłem mieć.-mówi rozdrażnionym głosem.
-Czego?-ponawiam pytanie.
-Ciebie. I zrobię wszystko, żeby Cie mieć.
__________________________
Nie będzie wyjaśnień, nie będzie próśb. Wręczam wam ten o to rozdzialik. Dziękuję za wyświetlenia, komentarze, które bardzo, ale to bardzo mnie motywują. I muszę niestety zasmucić, iż powolutku zbliżamy się do końca. 
Trzymajcie się cieplutko,
Tańcząc w ciemnościach.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

38. Miałem już dodać, że poprzez tak drastyczne otwieranie drzwi Mika nabawi się kolejnych kontuzji.

-Domyśla się pani kto to może być?-pyta policjant, który ma zająć się całą tą sprawą. Mundurowi zajęli się zdejmowaniem śladów, przeszukiwaniem domu i Bóg wie czym jeszcze. Dowiedziałam się, że cały dom jest w takim stanie przez to jeszcze bardziej nienawidziłam sprawcy.
-Marcin Piechura.-odpowiadam-To na pewno on.
-Z tego co mi wiadomo Piechura miał przepustkę, jednak nie wiemy czy z niej wrócił. Kiedy będzie cokolwiek wiadomo, na pewno panią powiadomimy, a w tej chwili proszę zachować spokój. Dobrze by było gdyby nie była pani sama, ani nie zostawała w tym domu.
-O to się zaopiekuje.-mówi Kamil, który od niedawna stał obok. Odwiózł Michała bo następnego dnia ten musiał się wstawić na rozmowę do pracy. Kiedy policjanci skończyli wszystkie czynności związane ze śledztwem odjechali, a ja zostałam sama z Kamilem.
-Mam nadzieję, że coś mi o tym wszystkim opowiesz.-mówi z wymuszonym uśmiechem, którym wyraźnie chciał mi dodać otuchy. Nic nie powiedziałam, tylko weszłam na górę i zaczęłam się pakować. Było mi cholernie przykro. Ten rok jest naprawdę jakiś pechowy. Zastanawiam się czy spotka mnie coś lepszego od zdania klasy. Z torbą pomógł mi Kamil, wzięłam pod rękę tylko bluzę.
-No to do widzenia.-mówię cicho, czując spływającą łzę po policzku.
-Jeszcze się nie żegnaj bo tu wrócisz.-słyszę obok i momentalnie odskoczyłam. Na szczęście był to tylko Kamil na którego od razu nawrzeszczałam.
-Pojebało Cie Lijewski.-to były ostatnie moje słowa w moim zdemolowanym domu.
***
Mieszkanie Kamila było nadzwyczajnie czyste i schludne. Moją uwagę przykuły od razu ogromne ilości książek na równie ogromnym regale.
-Nie wiedziałam, że tyle czytasz nie..
-Nie wyglądam na takiego?-dokończył czytając mi w myślach. Nikt na mieście widząc Kamila nie pomyślałby, że sięgnął kiedykolwiek w swoim życiu po jakąś książkę a tym bardziej po Stephena Kinga.
-Bazar złych snów? No nie wierzę.-mówię tak jakby sama do siebie nie do końca dowierzając.
-Nie zachwycił mnie jakoś, wolę Metro Glukhovskiego-słyszę z kuchni, która nie odstaje minimalizmem od salonu w którym obecnie się znajduję. Po chwili widzę Kamila z herbatą, kiedy usiadł na kanapie poczułam dziwne mrowienie, którego do końca sama nie mogłam zrozumieć.
-Metro 2035 jest lepsze. Pierwszą część przebrnęłam ale tą przeczytałam z przyjemnością.-mówię sięgając po herbatę po czym siadam jak najdalej Kamila, chłopak wyraźnie to zauważa jednak nie komentuje.
-A więc mamy trochę wspólnego.-mówi patrząc znad kubka pełnego ciepłego płynu, którego mi tak brakowało.
-No wiesz, twoje mieszkanie ma się dobrze, a mój dom niestety nie do końca.-żartuję aby sprawa dotycząca mojej osoby nie była tematem tabu. Przez takie sytuacje czasami nie chce się wchodzić z nikim w głębszą interakcje, a po chwili ma się dosyć wzajemnego towarzystwa.
-Kim jest Marcin, dlaczego zdemolował ci dom, no i dlaczego masz pecha do imion zaczynających się na literę 'M'?-pyta na jednym wydechu.
-Marcin to mój były, zdemolował mi dom bo jest psychicznie chory, a do ludzi  na literę 'M' nie mam pecha.-mówię zgodnie z tym co myśle.
-Niby nie masz, ale na szczęście mama ochrzciła mnie jako Kamil.-od razu się roześmiałam. Pierwszy raz w dniu dzisiejszym. Kiedy miałam podziękować Kamilowi zadzwonił mój telefon.
-To Mateusz, przepraszam na chwilę.-powiedziałam mojemu przyszłemu współlokatorowi po czym skierowałam się do kuchni.
-Antiga nie ukarał zbyt mocno tylko dlatego, że rozmawiałem z tobą. Myślę, że za rozmowę z mamą by mnie wychłostał-słyszę po drugiej stronie słuchawki dobrze znany głos. Wiem dobrze, że musi się dowiedzieć dlatego od razu mówię:
-Marcin wrócił. Kiedy wróciłam do domu wszystko było porozwalane. -mój głos niestety nie brzmiał spokojnie chociaż chciałam nie denerwować Mateusza moimi problemami. Po krótkiej chwili ciszy usłyszałam napięty głos Mateusza:
-Jakim on kurwa cudem wyszedł z więzienia?
*Kubiak*
Kiedy skończyłem rozmawiać z Moniką skierowałem się do swojego pokoju. Miesiąc temu nie uwierzyłbym w to co aktualnie się dzieje. Wycofałem papiery rozwodowe, zszedłem się z kobietą, która mnie zdradziła tylko po to by być przy córce, rezygnując przy tym z Oliwii. Kiedy miałem już wchodzić do pokoju usłyszałem czyjś uniesiony głos, jak się po chwili okazało był to Mika. Może się kłócił właśnie z Oliwią o coś co nie miało, bądź miało znaczenie. Teraz jego głos uspokoił się, chciałem odejść i wiedziałem, że to by było lepsze dla mnie i mojej moralności jednak moje nogi wiedzą lepiej ode mnie dlatego podszedłem bliżej by się przysłuchać.
-Oliwia, obiecaj mi, że nie będziesz nigdzie sama wychodziła.-a więc tu chodzi o Oliwię. Tylko po co ta prośba? Przecież jest prawie pełnoletnia. Kiedy Mika przysłuchuje się słowom dochodzącym ze słuchawki, jego wyraz twarzy ulega zmianie. Łagodnieje. Prawdopodobnie wyglądałem podobnie rozmawiając z nią.
-Nawet na papierosa malutka, nie przesadzam. Mam nadzieję, że ten Kamil się tobą zaopiekuje.-Mateusz był wyraźnie zmęczony sytuacją. Tylko jak można być zmęczony rozmową z Oliwią? Mi rozmowa z nią zawsze dodawała sił. Po każdej z nich miałem siłę górę przenosić.
-Dobrze wiesz, że mi też na tobie zależy. -mówi już zmęczonym głosem. Widzę, że Mateusza dużo kosztuje ta rozmowa. Kiedy jego twarz zalewa gniew zaczynam się bać o Oliwię. Nigdy nie widziałem go w takim stanie. Dobrze już wiem, że coś jest na rzeczy.
-Dlaczego uważasz, że Włodarczyk coś o tym wie?-mówi już mniej monotonnym głosem. Jeśli to wszystko ma związek z przeszłością i jej byłym to wybrałem najgorszy moment w życiu na zostawianie jej samej.
-Zapierdole skurwysyna.-przekroczona ilość przekleństw przez Mikę zmotywowała mnie do wrócenia do pokoju, który dzieliłem z Drzyzgą.
-Co jest Mice? Słychać go aż tutaj.-pyta się Fabian od razu gdy przekroczyłem drzwi pokoju.
-Chuj wie. Jak zawsze z nim problemy. Jak nie kontuzja to jego humorki.-kłamię po raz kolejny dzisiejszego dnia. Byłem pewny, że na wyznaniu miłości Monice się skończy. Jak to mówią nie chwal dnia przed zachodem słońca. Żeby oczyścić umysł i nie myśleć o pewnej młodej brunetce wziąłem słuchawki i podłączyłem je do telefonu. Zanim zdążyłem nacisnąć play w pokoju z impetem otwieranych drzwi pojawił się Mika. Sądząc po jego twarzy od razu mogę stwierdzić, że rozmowa do miłych nie będzie należała dlatego chciałem to załatwić jak najszybciej
-Czego?-pytam poirytowany całą tą śmieszną sytuacją.Miałem już dodać, że poprzez tak drastyczne otwieranie drzwi Mika nabawi się kolejnych kontuzji  jednak dzisiaj nie było warto sie z nim wdawać w jakiekolwiek dłuższe konwersacje. Mateusz błyskawicznie pokonał odległość między nami dlatego szybko wstałem z łóżka i stanąłem twarzą w twarz z olbrzymem. Cisza nie trwa długo:
-Jeśli wiesz coś o tym co się stało z domem Oliwii i tym popierdolonym Marcinem to lepiej żebyś od razu powiedział i nie musiał rezygnować z Ligii Światowej.-mówi pewnym i twardym głosem, który tak bardzo nie pasuje do Mateusza. Mimo to nie przez ton żołądek wywrócił mi się o 360 stopni. Niestety oprócz mojego limitu kłamstw, który dzisiaj wyraźnie nadużyłem miałem rację. Oliwia znowu ma kłopoty z kimś przed kim sam kiedyś ją obroniłem.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

37 WRÓCIŁEM

Nie zamierzałam zostawać w Łodzi na resztę meczy dlatego zadzwoniłam do Mateusza wracając już do domu.
-Mateusz jest sprawa.-mówię lekko zdenerwowana bo wiem, że Mateuszowi zależy na mojej obecności na meczu.
-Nie chcesz być na reszcie meczów. Zgadłem?-mówi spokojnym ale zmęczonym głosem.
-Przepraszam. Wiem, że to dla Ciebie ważne.-mówię skruszonym głosem po czym patrzę na chłopaków, którzy są zajęci własną rozmową.
-Będziesz mi to musiała wynagrodzić jak wrócę.-kiedy to usłyszałam szczerze się uśmiechnęłam. Jak ja go uwielbiam-mówię po cichu jakby sama do siebie jednak po tajemniczym uśmiechu Michała wiem, że nie powiedziałam wystarczająco cicho.
*Mateusz*
-Będziesz mi to musiała wynagrodzić-mówię do słuchawki wchodząc na salę odprawy przepełnioną już naszymi.
-A zasłużyłeś?-pyta swoim uroczym głosem, który tak bardzo lubię. Siadając na końcu widzę zaciekawione spojrzenia Kubiaka i Kłosa. Oliwia- mówię bezgłośnie do Karola, który od razu przekazuje to Możdżonkowi. Dzieciaki- myślę
-Oczywiście, że zasłużyłem. Masz wątpliwości?-mówię coraz ciszej bo w tej samej chwili wszedł Stephane do sali
-Mam, mam. Ale wynagrodzenie podlega negocjacji.
Anitga zaczął już poruszać sprawy naszej gry, co jest do poprawy, a co jest naszym atutem. Ale Stephane jak to Stephane nie pozwala się cieszyć zanadto.
-Nie jestem skory do negocjacji. Ale czasami jestem przekupny.-mówię z bananem na twarzy co nie umyka uwadze naszego Oskara. Grozi lekko palcem i wraca do wyświetlania statystyk.
-Co miało by być łapówką?-słyszę po drugiej stronie słuchawki.
-Nawet nie wiesz ile propozycji nie do końca stosownych mam na myśli.-mówię chyba trochę za głośno bo Antiga przerwał swój wywód na temat przyjęcia i skierował się do mnie:
-Niestosowne to jest twoje zachowanie Mikuś.-mówi lekko zdenerwowany.
-Oliwia już go ukarze.-krzyczy rozbawiony i cały w skowronkach Kłos. Oliwia musiała to usłyszeć dlatego szybko się odzywa:
-Pozdrów Stephane'a. Odezwę się potem, a Kłos ma wpierdol.-po czym się rozłącza.
-Ma pan pozdrowienia od Oliwii Strus.-kieruję to do Antigi, który po tych słowach łagodnieje.
-Gdybyś rozmawiał z kimś innym nie skończyłoby to się dobrze dla Ciebie.-powiedział nasz trener i wrócił do swojej pracy, która polegała na tłumaczeniu naszych błędów które i tak potem sami będziemy musieli korygować.
Po całej odprawie mogliśmy spokojnie wracać do pokoi, a więc miałem okazję ładnie podziękować Kłosowi za wypaplanie na całą salę z kim rozmawiam.
-Chuderlaczku, masz wpierdol od Oliwii-mówię do Karola na którego spadają spojrzenia pełnie pytań. Tylko jedno było twarde, wręcz pełne dezaprobaty.. Kubiaka. Nie tylko mi to nie umknęło uwadze. Zaciekawiony Zatorski i Możdżon również to zauważyli.
-To rozumiem, że jutro będzie na meczu.-mówi zadowolony Kłos.
-Nie będzie jej.-odpowiadam. Kubiak który wyskoczył jak torpeda nagle zwolnił kroku i się odezwał:
-Jak to nie będzie? Miała akredytacje na wszystkie mecze.
-Czyli jednak.-mówi cicho Marcin.-No cóż. Może chociaż na finał six przyjedzie.
-Przyjedzie.-mówię pełny przekonania, którą zaskakuje każdego. Sam nawet nie wiem skąd u mnie ta pewność. Wiem tylko, że Oliwia będzie w Krakowie, a ja na pewno dołożę do tego starań,
*Oliwia*
Około północy byliśmy już u mnie, Jako rekompensatę zaprosiłam chłopaków na kawę i ciasto, które kupiłam.
-Zdejmijcie tylko buty błagam. Nie chce mi się sprzątać.-powiedziałam kiedy przekręcałam kluczyk w drzwiach.
-Spokojnie myślę, że aż tak nie nabrudzimy.-powiedział Kamil. Podczas gdy chłopcy grzecznie zdjęli buty i kurtki ja zapaliłam światło w kuchni. Widok mojej kuchni, a raczej jej resztek rozbił mnie doszczętnie. Nagle zabrakło mi tchu, zaczęłam nerwowo wciągać powietrze. Przerywanym głosem, który nie był od dawna pełen desperacji kazałam Michałowi zadzwonić na policję. Kamil wyraźnie nie wiedział jak się zachować, ani nie miał pojęcia co się stało. Mimo, że tu mieszkałam też nic nie wiedziałam. Nie powinnam niczego dotykać, ani ruszać się z miejsca ale skierowałam się na górę do mojego pokoju. Słyszałam jak Michał rozmawia z policją, więc byłam pewna, że niedługo przybędą. Kiedy weszłam do pokoju nie wiem sama czego się spodziewałam. Od zawsze był moim azylem, chroniącym od wszystkiego. A teraz? Był w takim samym stanie co kuchnia. Mimo to jedno się różniło. Na łóżku leżała koperta zaadresowana do mnie. Podeszłam bliżej i drżącymi rękoma ją otworzyłam. W środku była kartka, starannie złożona. Na kartce, drukowanymi literami widniało tylko jedno słowo:
"WRÓCIŁEM"

piątek, 29 lipca 2016

36 I vice versa Kubiak

-Wiesz co by było dla mnie najlepsze?-pytam się odpowiadając na jego głupie i dziecinne tłumaczenia. Jeśli chciał mojego dobra mógł równie dobrze nie pojawiać się w moim życiu.- Najlepszym rozwiązaniem byłby brak twojej osoby w moim życiu. Wparowujesz do niego niby przypadkiem, a ból zostawiasz na zawsze i tym razem nie tak całkiem przypadkowo.
-Nie zrobiłem tego specjalnie, ale tak będzie lepiej. Niepotrzebnie...-mówi po czym przerywa
-Niepotrzebnie co?
-Niepotrzebnie wróciłem z Ankary. Żałuję tego tak mocno jak niczego dotąd.-teraz wiedziałam co tak naprawdę sądzi, myśli. byłam mu w sumie wdzięczna. Nie dałam poznać, że dotknęło mnie jego wyznanie, dlatego powiedziałam:
-Nie myśl, że jak znowu twoja Monika da dupy na froncie to ja będę czekała z otwartymi rękami.
Kubiak był wyraźnie trafiony w czuły punkt co było po nim widać. Podszedł do mnie bliżej i powiedział:
*Kubiak*
-Jesteś strasznie głupia. Najpierw dajesz się pomiatać przez Marcina, potem jak jakaś idiotka wierzysz Włodarczykowi. A jak ja staram się Ci pomóc to mnie odtrącasz. Nie dziwie się, że każdy od Ciebie odchodzi, sama ich do tego prowokujesz.-mówię nieszczerze i żałuję za słowa, ale wiem, że tak musi być. Oliwia mocno zirytowana podchodzi i daje mi w twarz czego sie w sumie i spodziewałem. To Oliwia stać ją na wszystko.
-Cham z ciebie drwalu, od zawsze byłeś sukinsynem. Mam nadzieję, że Pola nie przejmie charakteru po Ojcu, upss. Po matce też lepiej żeby nie przejęła. Biedna dziewczynka.
-Jeszcze raz powiedz coś o mojej rodzinie a nie wytrzymam.- mówię już mocno wkurwiony całą sytuacją.
-Lepiej żebyś wytrzymał bo będziesz miał problem nie tylko z policją ale i ze mną.-mówi gruby głos wyłaniający się zza Oliwi. Ukazała się przede mną wysoka postać mężczyzny o dość pokaźnej posturze na oko ok 20 lat. Nie zamierzam się kłaniać przed jakimś szczeniakiem.
-Nie kompromituj się dzieciaku, nie o Ciebie chodzi. A ty Oliwia? Zniknij z mojego życia raz na zawsze. Nie mam już nawet ochoty patrzeć na tą twoją zakłamaną twarz.
-I vice versa Kubiak.-kiedy kończy widać w jej oczach wściekłość i nieskrytą nienawiść. Przecież tego chciałeś-myślę. Ostatni raz spoglądam na nią i wracam do drużyny. Ostatni raz widzę jej oczy, tym razem widocznie przejęte. To już kolejny raz kiedy odchodzę od osoby, którą kocham, ale pierwszy, który będzie bez powrotu.
*Oliwia*
-Dziękuję-rzucam w stronę Kamila, który szybko załatwił sprawy w pracy i postanowił wpaść na mecz. Kamil wyraźnie chciał wiedzieć o co poszło, kim dla mnie był mężczyzna w biało czerwonym stroju, ale to nie był czas na rozmowy. A na bohatera tej sytuacji nie miałam ochoty patrzeć.
-Mała.- szepnął Mateusz siedzący obok.-Prawie cała kadra jest zaciekawiona twoją małą wymianą zdań z naszym el capitano.
-Szczerze w chuju to mam. Nie mam zamiaru z nikim teraz o tym rozmawiać. Przepraszam Mikuś.-mówię skruszona bo wiem, że stara mi się pomóc. Kiedy spoglądam w stronę Lijewskiego napotykam przyjazny uśmiech po czym zaciekawiony wzrok Kamila.
-To co wygrywamy?-pyta Mateusz zmieniając temat.
-Oby szybko.-mówię kiedy zaczyna się mecz.
***
Tak jak mówiłam tak się stało. Nasi w miarę szybko i na szczęście bez tie break'a wygrali z Argentyną. Pożegnałam się z Mateuszem, który musiał iść do szatni po czym wyszłam z Kamilem i Michałem z hali.
-A więc to są te twoje znajomości.-mówi Kamil kiedy idziemy na parking. Ja zaś wyjmuję papierosy i jednego odpalam. Miałam ochotę zapalić od razu po rozmowie z Kubiakiem ale obiecałam Mateuszowi, że będę na meczu. Kiedy napotykam spojrzenie Kamila przypomniałam sobie żeby odpowiedzieć:
-Niektórych wolałabym nie mieć.-mówię zgodnie z prawdą.-Chłopcy palicie?-pytam się i częstuje moimi ulubionymi L&M'ami. Jak się okazuje u Lijewskich palenie w rodzinie. A Kamil  nawet nie zwraca uwagi, że nie jesteśmy jeszcze pełnoletni. Zatrzymujemy się przy jego samochodzie i palimy w milczeniu. Po drugiej stronie widzę autokar naszych orzełków, które powoli pakują się do pojazdu. Tyle znajomych mi osób, nagle z autokaru jak poparzony wyskakuje Kłosik z Miką a za nimi Zatorski z Możdżonkiem, którego tak bardzo uwielbiałam.
-To potrwa chwilę mówię do moich towarzyszy z tyłu.- po czym odpowiadają mi tylko skinięciem głowy. Zaciągam się ostatni raz papierosem i go wyrzucam.
-Oliwia!- krzyczą kiedy są już blisko. Prawdopodobnie mają chwilę żeby porozmawiać zanim sztab nie wsiądzie do autokaru.
-Hej orzełki.-mówię ze szczerą radością. Nie wiedziałam, że tęskniłam za ludźmi, których aż tak dobrze nie znałam.
-Nie ładnie tak palić, to szkodzi zdrowiu. Posłuchaj się najstarszego i najmądrzejszego w kadrze.-mówi Marcin, który przybył pierwszy po czym przytula.-Mam nadzieję, że z Kubiakiem nie jest aż tak źle jak wyglądało.-szepcze do ucha. Kiedy się prostuje odpowiadam mu niezbyt szczerym uśmiechem a bardziej grymasem po czym się na pewno zorientował, że rozmowa nie należała do przyjemnych.
-Tęskniliśmy.-mówi Kłos razem z Zatim.
-Ja również chłopcy. Nawet nie byłam tego świadoma dopóki stado wielkoludów zaczęło biec w moją stronę.
-No nie takich wielkoludów-mówi Paweł.
-I tak bijesz ich o głowę w obronie.-pocieszam Zatiego.-No i gratuluję!-piszczę radośnie zaskakując wszystkich i napotykam spokojniejsze już spojrzenie Mateusza, który stoi z boku.
-Dziękujemy, ale niestety już musimy wracać.-mówi drzewo aka Marcin.
-Rozumiem, że na następnych meczach też będziesz.-mówi Karol.
-No nie byłabym tego taka pewna.-odpowiadam zgodnie  z prawdą. Nie mam ochoty nawet widzieć Kubiaka na oczy..
-Oho, to teraz Kubiak będzie chodził wściekły jak osa.-mówi cicho Zati.-Nie przejmuj się nim i postaraj być.-ciągnie dalej. Chłopcy się ładnie pożegnali i wrócili do autokaru, ostatni był Mateusz.
-Bądź silna księżniczko.-mówi po czym przytula czule. Wiedziałam, że się stara pomóc jak może. Dlatego całuję go w policzek jako podziękowanie.
-Pamiętaj, że nie każdy jest taki jak Kubiak. I rozumiem, że nie chcesz być na meczu, ale mam nadzieję, że chociaż pokibicujesz przed telewizorem.-uśmiecha się kiedy kończy. Mateusz jest taki autentyczny. Nie da się mu nie wierzyć, właśnie to jest w nim tak urocze.
-Dla ciebie zawsze.-mówię po czym się przytulam jeszcze mocniej.

niedziela, 24 lipca 2016

35. "Problemy w raju?"

Kiedy dotarliśmy na miejsce zobaczyliśmy już małe tłumy przy wejściu na Atlas Arenę. Co prawda spodziewałam się mniejszej liczby osób ze względu na bilety, ale to mnie totalnie zaskoczyło w porównaniu do reszty spotkań i frekwencji kibiców.
-Ymm, no jakby to powiedzieć, szału nie ma.-powiedział Kamil czytając mi w myślach.
-Staniki nie latają.-mówię bezwiednym głosem.
-A szkoda.-odezwał się Michał po chwili fizycznej nieobecności przez odbiór biletu.
-Który sektor Oliwia?-pyta Kamil widząc mały druczek w ręku Michała.
-PB, przyjaciel mi załatwił w sumie nie wiem jak mu się za to odwdzięczę.-mówię rumieniąc się.
-No jasne, że PB bo nasza Oliwia ma znajomości.-mówi puszczając mi oczko po czym wybucha śmiechem widząc reakcję Kamila.
-Jakaś wtyka w ochronie, czy rodzina dziennikarzy?-pyta zdezorientowany i wyraźnie nie w temacie Kamil.
-O wiele lepiej.-odpowiada przekornie Michał-O wiele lepiej mój kochaniutki.-powtarza
-No dobra, dowiem sie jak będzie mi to dane, a teraz muszę wracać do pracy, jak będzie po meczu to dzwońcie.-mówi do nas, po czym kieruje się w stronę samochodu, w zamian którego po chwili przystaje autokar siatkarzy.
-Może chodźmy już do środka.-proponuję Michałowi tylko po to aby uniknąć spotkania z nieprzyjemnymi osobnikami, a raczej osobnikiem. Kiedy mamy już sie ruszyć słyszę swoje imię. Nie oglądam się bo wiadomo, że Oliwek jest multum. Jednak kiedy słyszę je coraz wyraźniej, prawie, że wysapane, wiem, że chodzi o mnie dlatego się odwracam.
-Mateusz.-wykrzykuję z radością i rzucam mu się w ramiona wykorzystując jako taki wyskok.
-Ale się stęskniła.-mówi do Michała stojącego obok.-Mateusz-przedstawia się Michałowi podając dłoń.
-Michał Lijewski.-odpowiada mój kolega z klasy.-bardzo, ale to bardzo miło poznać-mówi dalej widocznie podekscytowany.
-Mi również, jak sektor Oliwia? Mam nadzieję, że twój kolega też będzie miał dobry widok na parkiet.-kiedy Michał to słyszy opuszcza głowę w dól widocznie zawstydzony.
-No ymm, jakby to powiedział Wrona, myślisz, że na ostatnie sektory wręczają lornetki?-mówię próbując zażartować.
-Myślę, że lornetka nie będzie potrzebna. Zaczekajcie tu chwile.-rzekł po czym podszedł do Oskara czyli skauta naszej reprezentacji. Wymienili parę zdań, zerkając co chwilę w naszą stronę. Po dwóch minutach Mateusz podchodzi z Oskarem oznajmując, że Michał usiądzie razem ze mną niedaleko sztabu reprezentacji.
-Mateusz, czy to nie przesada?-pytam po cichu mojego ponad dwumetrowego przyjaciela.
-Istnieje coś takiego jak dziękuję.-zwraca uwagę na brak podziękowań.
-Nie wiem jak Ci się odwdzięczę.-mówię zgodnie z tym jak jest, Mateusz wiele dla mnie zrobił, nie tylko chodzi o te rzeczy materialne.
-Spokojnie, ja już wiem.-mówi spokojnie jak zawsze i idzie do szatni. Kieruje się razem z Michałem na wskazane wcześniej miejsca i siadamy.
-Ten Mateusz, coś poważnego?-pyta powoli widząc moją minę mówi szybko- rozumiem, że nie. Ale on wie?
-Jak i Mateusz zacznie coś odpierdalać to kończę z otoczeniem siatkarskim, zamieszkuję na końcu Polski, gdzie nie ma żadnego klubu i żyję spokojnie.-mówię chyba nawet zgodnie z prawdą. gdyby kontakt z Mateuszem się jakoś popsuł nie miałabym ochoty dalej siedzieć w tym otoczeniu. Trzeba uczyć się na błędach. Chociaż podobno do 3 razy sztuka. Michał miał wyraźnie coś odpowiedzieć, ale jego telefon zaczął dzwonić, przekazał tylko, że to Kamil i odszedł.
Drużyny powoli wchodziły na płytę boiska i się rozgrzewały nie chcąc napotkać niechcianych spojrzeń, odblokowałam telefon i weszłam na facebook'a. Tam jak zwykle, linki z bezsensownymi domniemaniami na temat transferów, plotki, ploteczki ale było również coś co mnie zainteresowało.
"Kubiak jednak bliżej Japonii niż Bełchatowa?"
-No nie wierzę.-mówię sama do siebie nie będąc tego świadoma. Wchodzę w artykuł i czytam:
"Kapitan polskiej reprezentacji najprawdopodobniej w dwóch przyszłych sezonach zagra w Japonii. Nie jest nam przybliżony klub, ale jesteśmy prawie pewni, że będzie to jednak kraj kwitnącej wiśni a nie jak wcześniej domniemany Bełchatów. Sam siatkarz pytany o tą sytuację unika odpowiedzi, co podkusiło Kubiaka do zmiany kierunków? Tego nie wie nikt."
Kiedy skończyłam czytać nie wiem nawet jakie uczucie mi towarzyszyło. Smutek? Może złość? Wiedziałam tylko, że tracę coś bezpowrotnie. Miałam już wstać kiedy obok pojawił się Mateusz.
-Coś nie tak?-zapytał momentalnie widząc moją minę.
-Wiedziałeś o Kubiaku?-pytam od razu bez zastanowienia.
-Tak. Rozmawiał o tym z Antigą, który jeszcze próbował go przekonać na Bełchatów.
-Dlaczego nic nie powiedziałeś?-pytam głośniej niż wcześniej sama nie wiedząc dlaczego. Mateusz nie był w podstawowej 12 dlatego nie musiał brać udziału w rozgrzewce. Spoglądając zaniepokojona w stronę boiska zauważyłam Michała patrzącego sie w naszą stronę,
-Bo i tak byś się dowiedziała. Jaki był sens powiadomienia cię o tym przeze mnie?-pyta mając rację. I tak bym się dowiedziała, prędzej czy później, kiedy mam już się zgodzić widzę dobrze znaną mi sylwetkę za którą tęskniłam. Zmierzał w naszą stronę pewnym krokiem kiedy przyjrzał mi się bliżej jego mina uległa zmianie. Widziałam, że chce coś powiedzieć dlatego sie pierwsza odezwałam:
-Problemy w raju?-pytam z mocno wyczuwaną ironią, której nie mogłam powstrzymać. Było mi cholernie przykro bo wiem, że nic nie mogę zrobić.
-Mateusz, mógłbyś?-zwraca się do Miki po czym ten rozumie i odchodzi. Jestem coraz bardziej zdenerwowana wolałabym żeby Lijewski był obok.
-Podejrzewam, że już wiesz.-mówi smętnym głosem, który w pewności nie jest udawany.
-Dlaczego?-pytam.-dlaczego Monika, dlaczego Japonia?-pytam oczekując odpowiedzi. Mija chwila czasu kiedy dodaję:
-Dlaczego mnie zostawiasz?-to właśnie to pytanie jest najbardziej trafne, to na nie pragnę odpowiedzi i to na nie odpowiedzi nie otrzymam.
__________________________________________
Paskudny humor, wybaczcie.
Tańcząc w ciemnościach

niedziela, 10 lipca 2016

34 Ty za to jesteś za duży. Jak miałabym Cię schować w szafie.

Po wypadzie do pizzerii Mateusz musiał wracać. Szczerze mówiąc nie chciałam się z nim żegnać, jego powrót oznaczałby moją samotność, za czym okropnie nie przepadam. Mimo to, wiedziałam, że jest to nieuniknione.
-Będę tęsknić.-mówię przytulając się do Mateusza. Z racji różnicy wzrostu sięgałam mu lekko za pas.
-Jakaś ty malutka.-mówi spoglądając na mnie. Te jego oczy, no po prostu jak on nie może znaleźć sobie jakiejś rozsądnej dziewczyny.
-Ty za to jesteś za duży. Jak miałabym Cię schować w szafie.-po chwili dochodzę do wniosku, że rzeczywiście ciężko byłoby schować go w szafie.
-Ja nie byłbym chowany, bardziej jako eksponat.-mówi przerywając moje rozmyślania na temat Mateusza w szafie
-Ohh jaki pewny siebie.-odpowiadam rozbawiona
-Przy tobie zawsze.-mówi spoglądając mi w oczy. Oliwia, nie pchaj się w to- podpowiada zdrowy rozsądek. Ale w sumie w co ja się mam pchać?
-Mateusz-mówię lekko zachrypniętym głosem po czym napotykam pytające spojrzenie Miki.-Dasz radę. W sensie w tym sezonie, Antiga wie co robi.
-Boję się, że jeśli dłużej nie będę grał to wylecę z podstawowej 6. Wiesz, że mam Buszka za plecami nie bedzie łatwo wrócić- widzę jego przejęcie na twarzy i wiem, że rzeczywiście się tego obawia.
-Mati, no przestań musisz wyzdrowieć żeby wrócić do formy i właśnie dlatego Antiga cie oszczędza sam dobrze o tym wiesz.-mówię dodając mu otuchy po czym się uśmiecham.
-Mam nadzieję, że rzeczywiście tak jest. Dziękuję malutka.-po tych słowach schylił się i pocałował mnie w czoło. Nie miałam pojęcia co odpowiedzieć czy nawet zrobić dlatego postanowiłam pożegnać pod pretekstem późnej godziny. Mateusz potulnie przytaknął po czym odjechał, a ja zostałam sama jak nigdy dotąd.
*24 czerwca*
Długo wyczekiwany koniec roku szkolnego. Dzięki Bogu zdołałam wszystko wyprostować, poprawić nie opuszczałam lekcji wfu no i dostałam promocję do drugiej klasy. Odbiór świadectw jak to zawsze odbywał sie w klasie. Nie poszłam na akademię bo według mnie nie ma racji bytu, żaden uczeń nie chce spędzać niepotrzebnych godzin w szkole. Michał napisał mi, że o 10 jest rozdanie świadectw w klasie dlatego mimo wysokiego obcasa szybko dotarłam do klasy napotykając spojrzenia niektórych dziewczyn. Widząc to tylko fałszywie sie uśmiechnęłam i podeszłam do Michała.
-Co tam księżniczko?-zapytał po cichu kiedy nauczycielka weszła do klasy.
-Ohh jak milutko. Koniec roku księciuniu, w dodatku mecz za niespełna 10 godzin. Muszę się wyrobić na mecz więc mam nadzieję, że szybko odda te świadectwa.-mówię półgłosem patrząc na nauczycielkę, która zaczyna rozdawać świadectwa.
-Kierunek Łódź dzisiaj? No to mam niespodziankę.-mówi tajemniczo, niestety nie mogę nic odpowiedzieć bo przyszła moja kolej na odebranie świadectwa, podchodzę powoli do nauczycielki i się uśmiecham.
-No Oliwia, mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie tylko lepiej.-mówi wręczając świstek zwany świadectwem.
-Będzie dobrze, gwarantuję to pani.-mówie ściskając dłoń wychowawczyni po czym wracam do Michała.
-Jaka to niespodzianka?-pytam wracając do wcześniejszej rozmowy.
-Też jadę na mecz dzisiaj, co prawda tylko na dzisiejszy ale jeśli masz ochotę możemy pojechać razem z moim starszym kuzynem.
-Jeśli nie byłby to problem to chętnie. Tylko czy kuzyn się zgodzi?-pytam niepewnie.
-Z tym na pewno nie będzie problemu.-mówi Michał puszczając mi oczko.
***
Po powrocie do domu zajęłam się sprzątaniem i ogarnięciem samej siebie. Nie mogłam zapomnieć o biało-czerwonych barwach dlatego założyłam reprezentacyjną koszulkę, oczywiście bez nazwiska jakiegokolwiek siatkarza i udałam sie na wskazane miejsce naszej "zbiórki". Michał mieszkał parę przecznic dalej dlatego dotarcie na miejsce nie zajęło mi zbyt długo. Widząc jedynie czarnego mercedesa na parkingu domyśliłam się, że to ta limuzyna ma dowieźć nas na mecz. Obok auta stał Michał również w barwach naszej reprezentacji razem ze swoim barczystym kuzynem. Wcześniej wspomniany stał plecami dlatego nie trudno było zauważyć jego przysadzistą sylwetkę. Kiedy Michał mnie zauważył powiedział coś do swojego kuzyna po czym ten się obrócił w moją stronę. Na oko mężczyzna miał 19 lat, brunet, wysoki, dobrze zbudowany. Najprawdopodobniej wszystko zapisane w genach bo muszę przyznać, że Michał niczym nie odstawał od swojego siostrzeńca.
-Kamil.-mówi wyciągając rękę na przywitanie. No powiem szczerze, rękę ma równie dużą co cała jego postura.
-Oliwia, miło mi.-odpowiadam-a więc to ty robisz nam dzisiaj za szofera?-pytam siedząc już w samochodzie na tylnim siedzeniu pasażera.
-Tak sie składa, że mam do załatwienia parę spraw służbowych w Łodzi. Młody do mnie napisał z prośbą czy bym mu nie pomógł więc o to jestem.-mówi zerkając w w moją stronę.
-To dobrze, że macie taki kontakt. Coraz ciężej o takie w rodzinie.-mówię z pełną aprobatą.
-O to się martwić nie musimy, u nas zawsze tak było i mam nadzieję, że będzie.-włączył się do rozmowy Michał.
-Miło słyszeć, że są jeszcze takie rodziny.-mówię po czym zerkam przez szybę na pędzące samochody.
_______________________________
Ciąg dalszy już niedługo :) 
Pozdrawiam Tańcząc w ciemnościach

czwartek, 16 czerwca 2016

33. "Zróbmy sobie fotę, wrzućmy ją na fejsa. Niechaj ludzie widzą jaka jesteś piękna."

Uległam, nie stawiałam oporu. Chciałam oderwania od rzeczywistości? No i mam. Mateusz był delikatny, aż uroczy. Zachowuje się tak jakby nie chciał mnie skrzywdzić. Ale czy to tak samo ulotne jak wcześniejsze moje perypetie miłosne? Nie chcę przeżyć deja vu, dlatego kończę pocałunek napotykając wlepione oczy Mateusza.
-Dziękuję.-mówi po chwili
-Nie no luzik, każdego dnia całuję się z dwumetrowym siatkarzem tylko dlatego, że mnie o to poprosił.-mówię zirytowana.
-Nie protestowałaś.-zauważa
-Przed chwilą cię odepchnęłam gdybyś był tak uprzejmy aby to zauważyć.
-Fajnie było.-mówi z uśmiechem na ustach
-I z czego rżysz idioto? W czym miałam Ci pomóc? Każdą dziewczynę uciszasz, a potem całujesz?-mówię już mniej zdenerwowana.
-Tylko Ciebie.-rzekł, łapiąc mnie za rękę.
-Do czego ty dążysz Mika?-zabieram rękę i lustruje Mateusza wzrokiem.
-Chciałem coś sprawdzić. Miałem rację, ty nikogo nie kochasz na tyle by się z kimś związać.-jego słowa mnie całkowicie zamurowały, nie spodziewałabym się takiego podsumowania. Tylko czy on może mieć rację? Czy ja naprawdę nikogo nie kocham na tyle żeby z kimś być?
-Co ty pierdolisz, Mateusz?-pytam się zdezorientowana
-Gdybyś nie chciała kogokolwiek zdradzić, nie pozwoliłabyś na to. Nie spieraj się, wiesz dobrze, że mam rację.
Nic nie odpowiedziałam, zaczęłam myśleć nad stwierdzeniem Mateusza. Trudno było zaprzeczyć, tym bardziej, że miał rację. Nie pozwoliłabym na to, gdybym kochała kogoś na tyle, aby go nie zdradzić. Ale to nie znaczy, że na nikim mi nie zależy. Ja chyba nie jestem stworzona do kochania, nie umiem nawiązać głębszej relacji. Większość znajomości kończy się fiaskiem. Może nie powinnam się w cokolwiek angażować.
-Oliwia. Odpowiedz coś.-mówi lekko zaniepokojony Mateusz
-Masz racje, a ja się nie nadaje na jakiekolwiek głębsze relacje. W końcu mi to ktoś uświadomił...
-Przestań, nie to miałem na myśli.-przerywa mi-To, że wszystkie twoje związki kończyły się fiaskiem nie oznacza, że nie znajdziesz żadnego ogarniętego mężczyzny.
-Nie pogrążaj się błagam Cię.-sięgnęłam po paczkę papierosów i odpaliłam używkę.
-Twoja mama nie byłaby zadowolona gdyby Cię teraz zobaczyła.-Miałam wrażenie, że Mateusz chce mnie wykończyć swoimi stwierdzeniami. Dlatego zirytowana szybko odpowiedziałam:
-Nie sądzę żeby to spostrzeżenie coś zmieniło. Ale luz, spierdol mi humor do końca Mateusz.
Zamiast odpowiedzi, usłyszałam dzwonek telefonu Mateusza chciał coś powiedzieć, jednak kazałam mu odebrać. Jego wyraz twarzy szybko się zmienił. Kiedy skończył rozmawiać spojrzał mi w oczy skruszony.
-Znając życie to o mnie chodzi, co tym razem?-pytam niewzruszona, a bardziej zirytowana sytuacją, żeby nie powiedzieć kolokwialnie wkurwiona.
-Dzwonił Wrona.
-I czego chciał? Jakieś cudowne newsy?
-Kubiak wrócił do Moniki, podobno się pogodzili.
Kiedy to usłyszałam byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co o tym myśleć dlatego zapytałam:
-Skąd Wrona o tym wie?
-Bo Kubiak zrezygnował z gry w Bełchatowie. Piechocki lekko zrezygnowany chciał pogadać z kadrowymi żeby go przekonali.-widziałam po wyrazie twarzy, że Mateusz nie kłamie. Jaką miałby mieć w tym korzyść.
-Późno już jest. Niedługo zgrupowanie. Mam nadzieję, że się posłuchasz i nie będziesz dramatyzował z tą kadrą.-mówię starając się zapomnieć o tym co przed chwilą usłyszałam. Teraz wiem, że musi tak być. A Michał nie chce tego zmienić. Czas iść w jego ślady. Nie zamierzam pozwolić żebym to ja wiecznie dostawała po dupie.
-Miałaś rację. Jeśli Antiga by mnie nie chciał, nie dostałbym tego powołania.-mówi uśmiechając się
-No widzisz, w końcu mówisz coś mądrego. Może tak kolacja jakaś? Szczerze mówiąc głodna jestem-odpowiadam zgodnie z prawdą. Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam. To nie było rozsądne, niedługo wracam do szkoły muszę poprawić wszystko i skończyć ten pierwszy rok.
-Gdzie najbliższa pizzeria? Mam ochotę na ten kaloryczny placek.-mówi wstając z kanapy.
-Na klonowej. Dosłownie 15 minut stąd samochodem. To jak? Jedziemy twoim volkswagenem czytaj demonem prędkości?-pytam rozbawiona
-To jest moje kochanie, oczko w głowie, zaraz po tobie.-mówi swoim niskim głosem/
***
-Nie lubię coca coli.-stwierdzam pijąc sok pomarańczowy. Od zawsze go piłam. A coca colą gardziłam od gimnazjum. Słodka bomba dla zębów.
-Ja nie lubię zarozumiałych kasjerek w sklepie. Taka typowa cebula, jak zrobisz coś źle to zabija wzrokiem.-mówi poważniejszy.
-Hmm. Nie lubię biesiady. Denerwuje mnie każda nutka tej 'muzyki'-pokazuję cudzysłów wymawiając ostatnie słowo.
-Po pijaku całkiem dobrze wchodzi, nawet biesiada.-stwierdza Mateusz.
-Ja tu widzę profesor od alkoholi mgr z doktoratem Mateusz Mika.-mówię rozbawiona zapominając o wszystkim co do tej pory mnie gnębiło. W Mateuszu było coś kojącego. Coś co nie pozwoliło zamartwiać się na dłużej. To chyba w nim najbardziej lubie.
-Co ty robisz?-pytam na Mateusza, który włączył aparat.
-"Zróbmy sobie fotę, wrzućmy ją na fejsa. Niechaj ludzie widzą jaka jesteś piękna."-zaczął śpiewać na całą pizzerię po czym napotkał zażenowane spojrzenia. Większość z nich nawet nie wie kim jest ten 'idiota' śpiewający piosenkę disco polo w pizzerii pełnej ludzi.
-Tylko jedno-mówię uśmiechając się do obiektywu. Mateusz nie żartował z wstawianiem na fejsa, już po paru cudownych zabiegach w photoshopie wrzucił na tablicę nasze zdjęcie. Po niespełna minucie mieliśmy już pare łapek w górę, no i jeden komentarz od Piechockiego:
-"Zasada skrzatów- nie spoufalaj się z wrogiem :D"-na ten komentarz obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem
-No to koniec między nami. Od dzisiaj jesteś u mnie na pierwszym miejscu listy wrogów.-mówię przez śmiech
-Ważne, że pierwszy.-mówi uśmiechając się czarująco.
__________________
Trochę optymistycznie :) Dziękuję skarby za wyświetlenia i komentarze. Piszcie w komentarzach jakie chcielibyście zakończenie. Ostatnio brak weny, przepraszam. Aleee oceny poprawione, zdam! :D Wakacje niedługo, na szczęście i nowy pomysł na opowiadanie. A więc piszcie i do następnego!
Pozdrawiam,
Tańcząc w ciemnościach

środa, 25 maja 2016

32. To rozumiem, że ubieganie o twoje względy mogę sobie odpuścić

*włącz*
-Jak tam z Eweliną?-pytam zaciągając się.
-Dobrze.-odpowiada zdawkowo Mateusz, pijąc sok pomarańczowy.
-Co, znowu nie ta?
Miałam nadzieję po tym wszystkim, że w końcu znalazł tą jedyną. Jeszcze niedawno byli szczęśliwi. Zaciągając się ponownie spoglądam ukradkiem na rękę gdzie znajduje się ślad po przypalaniu. Kiedy podnoszę głowę napotykam pytające spojrzenie Mateusza.
-Tak się bawiliście z miśkiem?-zapytał ni to rozbawiony. ni to zaniepokojony.
-Sam zobaczysz na zgrupowaniu.-odpowiadam, przypominając sobie minioną noc. Chyba tęsknię, ale nie wiem do końca za czym. Może to po prostu brak dawnego życia. Jakiegokolwiek epizodu z tego mojego dawniejszego życia.
-Rozumiem, że on też sobie sprawił takie znamię. To zamiast tych badziewnych  bransoletek przyjaźni?-kiedy to słyszę wybucham śmiechem, którego sama dawno nie słyszałam. To właśnie Mateusz. Osoba na przekór nie wyglądająca na kogoś więcej niż przeciętny Kowalski. Ale to Mika, mężczyzna o bujnej czuprynie jak i brodzie. Wielki wybryk natury.
-Przyglądasz mi się.-zauważa, patrząc na mnie z rozbawieniem.
-Dlaczego Ci nie wyszło z tą Eweliną? Myślałam, że to ta.-mówię naprawdę przejęta.
-Ja też tak myślałem. Wybrała byłego, nic na siłę. W końcu może znajdę tą jedyną.-kiedy skończył zauważyłam smutek w jego oczach. Bardzo mi go szkoda, wiem jak to jest. Stracić kogoś z kim planowało się przyszłość. Gdy zobaczył moją minę wstał i sięgnął po papierosa.
-Paliłeś kiedyś?-pytam mocno wstrząśnięta.
-W gimnazjum, ale szybko zrezygnowałem. Sama widzisz, ten wzrost nie wziął się znikąd.- mówi odpalając papierosa.
-Ciesz się, że cie Antiga nie widzi. Miałbyś mocno przejebane.
-Na razie się tym nie martwię.-spoglądam na niego zdziwiona. Jak na niepalącego dobrze sobie radzi.
-Na pewno w gimnazjum ostatnio paliłeś?-dostaję kiwnięcie głową jako potwierdzenie.
-Nie przyjechałem tutaj od tak. Chciałem się z tobą zobaczyć.
Spojrzałam pośpiesznie na Mikę i prawie nie udusiłam się dymem.
-Spokojnie, to nic takiego. Słyszałem, że się dużo porobiło u Ciebie. Dlatego.
-Jezu, już myślałam, że wyskoczysz z tekstem typu "uświadomiłem sobie,  że cię kocham" albo inne brednie. Mam tego po dziurki w nosie.
-To rozumiem, że ubieganie o twoje względy mogę sobie odpuścić.-mówi udawanym przejęciem głosem.
-Nie nadaję się na związki, wszystko się jebie. Na co mi przywiązywanie się znowu. Marcin, Włodarczyk no i mój ukochany Kubiak z którym do końca nie wiem co mnie łączy.
-Może źle trafiałaś.
-Nie chciałam trafiać, samo przyszło.
Po tym nie dostałam odpowiedzi, więc poszłam do kuchni zrobić po kawie. Uwielbiałam jej zapach, uspokajał mnie, tym razem zadziałała tak samo.
-Z mlekiem czy bez?-pytam Mateusza
-Bez cukru i bez mleka.-odpowiada pośpiesznie.
-Jezu jak ty to możesz pić.-mówię po spróbowaniu trunku. Przypomniała mi się moja mama. Piła identyczną kawę. Uważała, że kawa z mlekiem to nie kawa.
-Daję radę.-odpowiada.
Widzę, że coś jest nie tak dlatego odstawiłam kawę na ławę i usiadłam obok Mateusza na kanapie.
-Mati, co się dzieje?-zapytałam trzymając rękę na jego ramieniu w celu dodania otuchy. Mika nigdy nie był skory do rozmów, ciężko było z niego wyciągnąć cokolwiek, dlatego nie oczekiwałam, że tym razem będzie inaczej.
-Mam problemy z kolanem. Rozmawiałem o tym ze Stefanem, chce mnie wziąć na Memoriał jak i do Tokio. Ale ja się boję, najzwyczajniej się boje, że będę tylko ciężarem. Co jeśli będę wszystko psuł?
-Mateusz, ty ciężarem? Nawet tak nie myśl, słyszałeś co mówią o tobie dziennikarze? Co mówią o tobie trenerzy i sztab? Gdyby wiedzieli, że nie będziesz potrzebny i da radę się ciebie zastąpić to nie dostałbyś powołania głuptasie. Kolanko się wyleczy, mama pocałuje i przestanie boleć.
-Wolałbym żeby kto inny mnie pocałował.-powiedział przybliżając się do mnie.
-Mati, co ty robisz?-pytam lekko wstrząśnięta.
-Błagam, cicho.-szepcze mi tuż obok moich ust.
_________________________________________________
Przepraszam,
Tańcząc w ciemnościach

sobota, 7 maja 2016

31 -Kubiak mnie zabije

-Cześć-zwraca się do Kubiaka zauważając go w drzwiach.-Nie spodziewałem się Ciebie tutaj, gdybym wiedział nie przeszkadzałbym.
-Nie przeszkadzasz, ja się już zbierałem.- mówi obojętnym tonem.
-No czyżby? Jeszcze przed chwilą barykadowałeś mi drzwi.-kiedy patrzę na Mateusza napotykam pytające spojrzenie, uśmiecham się tylko i kieruje wzrok na Kubiaka. Aktualnie jego twarz była jedną wielką zagadką.
-Nie pozwól jej kupić tych papierosów.-kieruje to zdanie, a bardziej prośbę do kadrowego kolegi niby od niechcenia.
-Ahh to dlatego tak miło mnie przywitałaś.-kieruje w moją stronę-Luzik nie pozwolę jej na to-odpowiada Michałowi.
-Dziękuję, trzymajcie się. Hej Oliwia.-Żegna się wyraźnie zasmucony.-Do zobaczenia na zgrupowaniu stary.-zwraca się do Mateusza po czym kieruje w stronę przystanku autobusowego. Od tak po prostu.
-To co się tu stało?-pyta Mikuś popijając kawę
-Co masz na myśli?-pytam patrząc na niego. Mateusz nic a nic się nie zmienił, nadal te same chaotyczne loczki i broda rodem jak u świętego Mikołaja. W końcu coś znajomego, mówię sama do siebie w myślach.
-Michał nie wyglądał za dobrze. Dlaczego się kłócicie?-pyta zatroskany. Jestem mu wdzięczna za to, że chociaż trochę próbuje zachować pozory.
-Co? My się nie kłócimy.-mówię niezgodnie z prawdą. Co ja bym dała żeby było jak dawniej. Dobrze wiem, że się tak nie da. A ja nic i tak na to nie mogę poradzić. Obydwoje jesteśmy zbyt dumni żeby od tak się pogodzić, zapomnieć co było dawniej.
-Wiesz, zanim Cię poznaliśmy Michał był strzępkiem nerwów. Miał czasami dobre dni, siedział normalnie żartował. Jak gdyby nigdy nic. Kiedy Cię poznał zmienił się diametralnie. Przestał się denerwować na wszystko dookoła, tak jakby nawet powietrze chciałoby mu zaszkodzić. Jedyną troską otaczał Ciebie i Polę. A teraz. Wraca do zachowań sprzed roku. Nie wiem co się między wami dzieje, ale niedługo znowu zaczynają się zgrupowania, walczymy o przepustkę do RIO. Jakbyśmy dobrze nie grali potrzebujemy kapitana Oliwia.-kończy po czym spogląda na mnie wzrokiem zbitego szczeniaka.
-I co? Ja jestem tego winna? Jeśli po to przyjechałeś to straciłeś czas. Zawiodłam się na nim. Tym razem nie tylko ja zawiniłam.
-Oliwia nie mówię, że to twoja wina.-przerywa mi.-Ale widzę, że wam to obydwoje nie służy.
-Odpuść nie chce słuchać kazań. Wiem jak jest. A nam już chyba nie jest darowane normalnie funkcjonować.
-Dlaczego?-pyta Mika od tak. Bez wahania bo wie, że dostanie odpowiedź.
-Zostawił mnie w chwili kiedy go najbardziej potrzebowałam. Nie umiem tego od tak wybaczyć.
-Zatem nie wybaczaj. Nie przecz samej sobie. Jeśli jest wam dane dojść do jako takiej normalnej relacji tak będzie. Myślę, że musicie ochłonąć. Pogodziliście się, wytrzymaliście ze sobą całą noc. To dobry początek.-kiedy kończy uśmiecha się do mnie przyjaźnie tymi swoimi,  dużymi, czekoladowymi oczami.
-Fajnie, że mnie odwiedziłeś. Przyjemne tak oderwać się od tej chorej sytuacji.
Nie dostałam odzewu, zwróciłam wzrok ku Mateuszowi, który powoli wstawał. Zauważyłam co mają ludzie na myśli mówiąc wysoki jak dąb. Kiedy już stał, napotkał moje pytające spojrzenie. Po chwili się odezwał:
-Myślisz, że będziemy siedzieć w domu? Idziemy na spacer i do sklepu. Nie jadłaś od paru godzin i nie przecz bo widać po tobie.
-Wezmę portfel i wychodzimy.-skierowałam się do pokoju po bluzę, wychodząc zabrałam portfel wraz z zapalniczką. Zamknęłam drzwi i udaliśmy się do pobliskiego minimarketu.
-Na co Ci zapalniczka?-pyta Mikuś, po czym zerka na mnie z łobuzerskim uśmiechem.
-Skąd wiesz?-odpowiadam pytaniem na pytanie. Myślałam, że zrobiłam to dosyć dyskretnie.
-Dało się zauważyć, zwłaszcza wtedy gdy niby przez przypadek wkładasz coś małego do kieszeni.
-Widzę, że nie tylko siatkarz, ale i Sherlock Holmes.
-Moje drugie wcielenie.- mówi biorąc mnie pod rękę.
Resztę drogi przebyliśmy na rozmowie o siatkówce, jego grze w Lotosie, potem w reprezentacji, no i niestety problemach z kolanem. Gdy weszliśmy do sklepu, zauważyłam znaną mi sylwetkę. Kiedy odwróciła się wszystkie moje błagania legły w gruzach. Naprzeciwko mnie stała w całej swojej okazałości Dominika. Moja jakże ukochana koleżanka z klasy. Podeszła bezczelnie w naszą stronę, mierząc Mateusza wzrokiem od stóp do głów.
-Czyżby Kubiak za stary?-zapytała swoim piskliwym głosem.-Zamiłowanie do brody zostało-mówi patrząc na Mateusza.
-Mam nadzieję, że to nie jest żadna z twoich przyjaciółek.-Mateusz widocznie zirytowany zwrócił się do mnie niby szeptem, chociaż jestem przekonana, że Dominika to usłyszała.
-Spokojnie, umiem odróżnić człowieka od przesłodzonego gówna.-zapewniam przyjaciela.
-Gównem to jesteś ty. Myślisz, że co? Ktoś się będzie nad tobą użalać z powodu twojej przybieranej matki?-wyrzuciła z siebie najwyraźniej dumna. Nie chciałam robić dramy w sklepie dlatego odpowiedziałam ze spokojem.
-Nie oczekuję moja droga żalu, ani współczucia. To tobie jest ono potrzebne, bo najwyraźniej ta sukieneczka uciska cię za mocno w niektórych miejscach. Nie było większych rozmiarów? Niech lepiej Cię nie obchodzi moja rodzina i moi bliscy.
Nie chcąc dalej prowadzić bezsensownej rozmowy odchodzę wraz z Mateuszem, zostawiając królewną z pięknym burakiem na twarzy.
-Jestem dumny.-odzywa się Mateusz wkładając bułki do koszyka.
-Zasłużyłam na nagrodę?-pytam, mając nadzieję na chociaż paczkę papierosów.-Dobrze wiesz, że i tak sama sobie je kupię. Nie uchronisz mnie od tego.
-Kubiak mnie zabije.-mówi zrezygnowany.

sobota, 30 kwietnia 2016

30. 'Nasze słowa jak strzały, każdy dialog niczym pistolety wycelowane nawzajem ku sobie. I to my jesteśmy trzymającymi za spust.'

*włącz*
Od momentu naszej sprzeczki nie odzywamy się do siebie tylko siedzimy w ciszy. Próby jakiejkolwiek rozmowy nie mają sensu. Obydwoje wiemy, że nie uda się nam porozumiewać jak dawniej, a ciągnięcie tego dalej nie ma sensu. Siedzimy aż do rana, Michał z grobową miną wpatruje się w zdjęcia powieszone na ścianie. Na jednym z nich znajduje się on. Uśmiechnięty, trzymający mnie na rękach. Pamiętam ten dzień jakby był wczoraj. Byliśmy tacy szczęśliwi. Ja zapominałam o Marcinie, on o nieudanym związku. Przez rok tak wiele się zmieniło. Właśnie rok. Niedługo muszę skończyć rok szkolny. Dochodzić do końca roku, wytrzymać w tej klasie. Z tymi tak bardzo znienawidzonymi ludźmi. W końcu dochodzi do mnie jedna myśl. Jak ja sobie z tym wszystkim poradzę? Michał jakby czytał mi w myślach:
-Co ze szkołą? Dużo masz zaległości?
-Niewiele, mam nieklasyfikowanie z wf'u, wierzysz w to? Z wf'u-odpowiadam z zachrypniętym głosem.
-Uciekałaś z lekcji. Dlaczego?
-Jak myślisz dlaczego się nie idzie na lekcje? Pewnie dlatego, że się nie chce na nich być.- I znowu ucinam rozmowę. Zależy mi na nim. Cholernie mi na nim zależy, ale nie umiem zapomnieć o tym co zrobił. Mogę z nim spokojnie rozmawiać tylko po to, żeby za chwilę wybuchnąć gniewem. Ciszę przerwał mój telefon. Wstałam i skierowałam się do kuchni. Od razu odebrałam.
-Jeśli to nic ważnego to niepotrzebnie dzwonisz.-uprzedzam dzwoniącego
-Oliwia, nie tak groźnie, jesteś w domu?-kiedy usłyszałam głos Mateusza mimowolnie się uśmiechnęłam, widziałam, że Michał na mnie patrzy.
-Jestem, coś się stało, że dzwonisz?-zapytałam spoglądając na Michała.
-No nie wiem czy cię to zadowoli, ale właśnie w tej chwili jadę do Ciebie. Nie interesuje mnie odmowa. Dzisiaj jesteś na mnie skazana. Do zobaczenia mała.
-Ale Mikuś...
Nie zdążyłam skończyć, bo Mika się rozłączył. Odkładając telefon, napotkałam pytające spojrzenie Kubiaka. Po chwili zapytał:
-Mika? Nie wiedziałam, że masz z nim nadal kontakt.-w głosie usłyszałam lekki żal.
-Nie odwrócił się ode mnie.-powiedziałam patrząc na Michała z wyrzutem.
-Skończ tą grę Oliwia ile razy jeszcze mi wytkniesz to, że Cię zostawiłem?-Michał był wyraźnie u schyłku wytrzymania.
-Aż w końcu zrozumiesz to, że nie wystarczy powiedzieć przepraszam Michał.
-Chcesz mi zarzucić, że się nie staram tego naprawić? Gdyby tak było nie przyjeżdżałbym do Ciebie, nie rozumiesz, że mi na tobie zależy?! Co mam jeszcze zrobić żebyś mi uwierzyła?-wiedziałam, że ta rozmowa będzie kolejnym ciosem dla naszej dwójki. Nasze słowa jak strzały, każdy dialog niczym pistolety wycelowane nawzajem ku sobie. I to my jesteśmy trzymającymi za spust. Nie chciałam pogarszać sytuacji dlatego wolałam na chwilę wyjść.
-Idę po papierosy. Powiedz Mateuszowi, że zaraz będę.
-Tak masz rację, najlepiej unikać rozmowy. Nigdzie nie idziesz, a już na pewno nie po papierosy. Nie będziesz się truć. Nie wyjdziesz.-rzekł tonem nadgorliwego ojca.
-Ahh tak? No to patrz.-łapiąc portfel i zapalniczkę jak najszybciej skierowałam się w stronę drzwi. Kubiak domyślając się moich czynów zastawił mi wyjście. Próbowałam się wyrwać z całych sił jednak na marne.
-Kurwa Kubiak, nie jesteś moim Ojcem. Spierdalaj od tych drzwi.-powiedziałam już mocno zdenerwowana.
-Pamiętasz? Bratem, mężem i przyjacielem w jednym.-kiedy na niego spojrzałam zobaczyłam zatroskaną twarz, pełną złożonych obietnic. Zbliżyłam się do niego i położyłam dłoń na jego policzku. Kiedy wiedziałam, że Kubiak zapomniał o swojej pierwotnej misji, przepchnęłam się i otworzyłam drzwi. Impetem wybiegłam z domu, po chwili jednak zderzyłam się z czymś twardym przed sobą. Kiedy spojrzałam w górę wiedziałam już co, a raczej kto stanął mi na drodze przed upragnioną używką.
-Ja pierdole Mika.-powiedziałam sfrustrowana.
-Mi też miło Ciebie widzieć kochaniutka.-powiedział rozbawionym, po czym przytulił na powitanie.
_______________________________________________________
Jest i trzydziestka w wasze rączki. :) Na majówkę przewiduje jeszcze tak ze 2/3 rozdziały. Teraz kilka słów odnośnie sytuacji w moim ukochanym bełchatowskim klubie. Jest mi strasznie przykro z powodu odejścia Marechala i Facu Conte ze Skry. Jakby tego było mało to postać Uriarte w Bełchatowie też jest pod znakiem zapytania. Wiadomo jednak, że Szalpuk i Bednorz od następnego sezonu będą reprezentować drużynę z Bełchatowa, czy to jednak dostateczne 'zapchanie dziury' po tych dwóch doskonałych przyjmujących? Mam nadzieję, że to nie koniec transferów, a jeśli tak ma być to oby jak najlepsze. A wy co o tym myślicie? ;_; Jeszcze Wronka odpadł z 15 na kwalifikacje do RIO. Co jeszcze się wydarzy i zepsuje mi humor? Udanej majówki misie.
Tańcząc w ciemnościach.

sobota, 23 kwietnia 2016

29. "Tell me pretty lies"

*koniecznie włącz przed czytaniem*
-Skąd wiesz?-zapyta siadając na krześle ze swoim własnym spokojem, tak jak kiedyś. Zanim to wszystko się pokomplikowało. Teraz wiem, że nic nie jest tak jak dawniej. Widzę jej poobgryzane paznokcie i sińce pod oczami. Jej ruchy są ostrożniejsze, jakby bała się tego co ma za chwilę się wydarzyć. Nie chce jej dłużej męczyć dlatego odpowiadam:
-Od Kacpra. Zadzwonił do mnie.
Kiedy usłyszała imię brata jej ciało od razu zesztywniało. Jakbym ją dotknął niewidzialną ręką. W końcu się odezwała.
-I w jakim celu przyleciałeś?-rzekła z wyczuwalną nutą udawanej obojętności, tak jakby chciała żebym choć trochę poczuł się odtrącony. Udało jej się. Jednak nie dałem za wygraną i odpowiedziałem.
-Nie chcę żebyś teraz była sama. Bardzo mi przykro z powodu..
-Przykro? Nie bądź śmieszny Michał.
-Oliwia nie zachowuj się tak.-proszę zdesperowany
-Jak?- powiedziała roztrzęsiona, nie chciałem do tego doprowadzić, ale wiem, że nie ma innego wyjścia. Musiałem to wytłumaczyć do końca. Nie mogę jej zostawić. Nie teraz. Wiem, że już raz zawiodłem
-Jakbym nic dla Ciebie nie znaczył.-powiedziałem zgodnie z prawdą po czym kontynuowałem- Wiem, że spierdoliłem sprawę. Wiele rzeczy jest ciężkich do wybaczenia. Nie chciałem żeby tak wyszło.
-Ja nie chciałam żeby mama umarła i jednak mi się też nie udało. Ale wiesz jaka jest różnica?-zapytała pełna wrogości, która szczerze mnie dotknęła. Dotarło do mnie, że ją straciłem. Wyrwała mnie z otępienia mówiąc dalej;
-Ja nie miałam nad tym kontroli, nie mogłam nic zrobić..-powiedziała przez łzy. Chciałem podejść bliżej ale coś mi nie pozwoliło na krok w stronę Oliwi. Po chwili zauważyłem łzę spływającą po policzku.
-Oliwia, wybacz mi.-prosiłem ze skruchą. Jednak bez skutku.
-Ty mogłeś nad tym zapanować, zmienić kolej rzeczy, wiedziałeś jakie będą tego skutki. Mogłeś to kurwa zatrzymać!-krzyczy przez płacz.- Ty głupi sukinsynie mogłeś to powstrzymać!
-Oliwia do cholery, co mam zrobić żeby to naprawić? Myślisz, że mi jest łatwo? Jestem egoistyczną świnią bo chciałem Cię mieć tylko dla siebie, ale czy miłość do Ciebie nie jest dobrym chociaż najmniejszym usprawiedliwieniem?
Widziałem minę Oliwi, wyglądała tak jakby wewnątrz siebie toczyła walkę sama z sobą. Prawdopodobnie tak też było. Po chwili się odezwała, jej słowa był jak wyrok. Byłem za równo sprawcą jak i pokrzywdzonym, scena w której Oliwia odgrywała największą rolę.
-Ona nie musiała ginąć żebyśmy się pogodzili.
-Jeśli miałbym kontrolę nad tym, wolałbym żyć bez Ciebie tylko po to żebyś mogła być szczęśliwa wraz ze swoją mamą. Uwierz mi na słowo. Niczego bardziej tak nie pragnę jak tego abyś była szczęśliwa.
-Dobrze wiesz, że nie będę już nigdy w pełni szczęśliwa. Po części przez Ciebie.
Powiedziała z pełnym przejęciem. Równie dobrze może mnie wywalić za drzwi i powiedzieć, że nie chce więcej widzieć.
-Jak mam to rozumieć? Powiedz wprost czego chcesz a się dostosuję.
-Straciłam Marcina, Wojtka, Ciebie, teraz ostatnią osobę, która mnie kochała. Mamę.
Jej słowa były jak cios zadany prosto w serce, jestem dla niej skończony.
-Czyli mam odejść?-zapytałem.
-"Jeśli kocha to wróci" Czy ty właśnie tak nie postąpiłeś? Przykro mi, że dopiero teraz. Po takich wydarzeniach musieliśmy dojść do porozumienia. Nie mogę Ci obiecać, że będzie jak dawniej. Bo dobrze wiesz sam, że tak nie będzie
-Nie oczekuję żebyś mi od razu przebaczyła, chce jedynie, żebyś miała we mnie wsparcie. Po to przyjechałem. Chcę być obok Ciebie chociaż teraz. Wiem, że jest Ci ciężko.
-Bez takich błagam.-powiedziała znowu beznamiętnym głosem i poszła do kuchni od tak bez słowa.
***
Oliwia
-Ty palisz?-słyszę za plecami, trzymając papierosa w ręku.
-Przepraszam ale nie poczęstuje.
-Dlaczego się trujesz?
Nic nie odpowiadam tylko gapię się przez okno. Po chwili czuję, że siada obok mnie. Mimo, że jest mi ciężko i powinnam to nie przyznam, że mi go brakuje. Nie teraz. Za bardzo namieszał. Siedzimy w ciszy dobre 20 minut. W końcu się odzywam:
-Możesz mi coś powiedzieć?-pytam patrząc po raz pierwszy na Michała. Widzę jego zmęczone oczy, pozdzierane knykcie, pokaleczone palce. Prawdopodobnie od starcia ze ścianą czy szkłem. Na pytanie dostaję kiwnięcie głową. Więc zaczynam:
-Wtedy jak rozmawialiśmy, pierwszy się rozłączyłeś dlaczego? Rozumiem, że było ciężko, ale nie tylko tobie. Dzwoniąc do Ciebie miałam nadzieję, że się dogadamy. Chciałam zacząć chociaż od tak głupiego pytania. Myślałam, że się uda. Może nie powinnam wtedy dzwonić? Może teraz siedzielibyśmy razem i śmiali z naszych głupich zachowań. A teraz. Sami z siebie zrobiliśmy męczenników. Siedząc tak obok siebie, w ciszy. Może jestem nie do wytrzymania, zdaję sobie z tego sprawę. Ale wiem też, że moja mama chciała by żebyśmy się pogodzili. Mówiła mi nawet ostatnio, że szkoda jej takich relacji jak nasza.
Kiedy skończyłam nie wiedziałam czego oczekiwać, dlatego też cierpliwie czekałam. Widziałam jak Michał się nad czymś zastanawia. Myśli co powiedzieć, nerwowo zaciskając pięści.
-Nie rozłączyłem się. Rzuciłem telefonem o ścianę. Potem jak głupek się upiłem. Doszło do mnie, że zakochałem się jak szczeniak. Głupie co? Zakochać się w kimś kogo z początku się nienawidziło. Przez ostatni czas nawet chciałem Cię nienawidzić. Byłoby mi łatwiej zapomnieć. Ale nie wszystko wychodzi po naszej myśli. Sama wiesz.
-Wiem-odpowiadam półgłosem, gasząc papierosa na nadgarstku. Widząc to, Michał momentalnie pokonuje odległość między nami.
-Teraz zrób to samo ze mną.-mówi drżącym głosem.-Nie? no to sam to zrobię.
Sprawnym ruchem zabrał peta, podpalił i przyłożył do wewnętrznej strony ręki.
-Kurwa, Kubiak odbiło Ci?!- podnoszę głos i zabieram mu resztki papierosa.
-Równie dobrze mógłbym zapytać o to Ciebie.-odpowiada. Ma rację, obydwoje jesteśmy w jakimś stopniu upośledzeni. A może to okoliczności z nas takich zrobiło. Nie wytrzymuję i w końcu pytam.
-Długo jeszcze będziemy siebie nawzajem ranić?
_________________________________________
Taka mała rekompensata za rzadką obecność. Mam nadzieję, że rozumiecie. Zaglądam dość często przeglądam statystyki i chciałabym z góry podziękować wszystkim odwiedzającym, to bardzo motywuje do pisania dłuższych rozdziałów. Piosenka której użyłam ma dla mnie duże przesłanie opisuje moje byłe już perypetie miłosne, dlatego ją wykorzystuje. Polecam mocno, a teraz pytanie do was. Chcecie kogoś nowego w tym opowiadaniu? Oliwia ma być z Michałem, czy ma wkroczyć nagle ktoś inny? A może macie jakiś fajny pomysł na zakończenie tego opowiadania? Z chęcią przyjmę i rozpatrzę każdą propozycję, piszcie śmiało! W weekend majowy przewiduję dwa rozdziały, więc możecie uważać. Tymczasem  lecę sobie chorować dalej, trzymajcie się cieplutko i uważajcie na pogodę bo strasznie zdradliwa.
Pozdrawiam, Tańcząc w ciemnościach.

sobota, 9 kwietnia 2016

28. "Miło ciebie widzieć Michał."

-Była najlepszą matką, jaka mogłaby istnieć na tym świecie. Nigdy nie zapomnę ile mi dała.. Ile poświęciła mi, bym była taką osobą jaką jestem obecnie. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie będę tęsknić. Mam tylko nadzieję, że teraz jest jej naprawdę lepiej. A wszystkich obecnych... Proszę o modlitwę za moją mamę. Oczywiście dziękuję wszystkim za przybycie i pamięć.- kiedy skończyłam mówić napotkałam pokrzepiające spojrzenie Kacpra. Przez ten wypadek nasze kontakty się polepszyły. Ale wolałabym nie mieć nikogo oby tylko żyła moja mama. Jednak dobrze wiem, że nie można pragnąć rzeczy niemożliwych do spełnienia. Po pogrzebie rozmawiałam z wieloma ludźmi. Każdego próbowałam pokrzepić. Powiedzieć jakieś banalne słowa, które wypadałoby powiedzieć. Nie chciałam innych łamać moim stanem nie zamierzałam płakać. Wiem, że mama nie chciałaby, żebym była przygnębiona. Robiłam co tylko w mojej mocy aby godnie się z nią pożegnać. Do domu wróciłam totalnie wypompowana. Przed sobą mam sprawę z mieszkaniem i opieką z racji tego, że 18 mam dopiero za pół roku. Jest cień szansy na samodzielne mieszkanie pod okiem urzędnika. Bądź zamieszkanie z biologiczną matką. Zrobię wszystko aby tak nie było. Kiedy wypiłam kawę udałam się do łazienki. Napełniłam wannę ciepłą wodą, wlałam ulubiony płyn do kąpieli i miałam już wchodzić do wanny kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Okręciłam ciało ręcznikiem i udałam się do drzwi. Było grubo po 23 dlatego zaskoczył mnie ten niespodziewany dzwonek do drzwi. Przez myśl przeszło mi, że mógł to być Kacper. Ale oczywiście za dobrze by było.
***
Kiedy Kacper do mnie zadzwonił, byłem zszokowany i równocześnie zły na samego siebie. Jak mogłem pozwolić na to, żeby najbliższa mi osoba musiała sama przeżywać taką tragedię. Jak najszybciej załatwiłem sprawy w klubie i wybrałem najszybszy lot do Polski. Monikę uprzedziłem, że będę w Polsce i jest duża możliwość, że wpadnę na chwilę do małej. Dopiero na lotnisku doszło do mnie co ja właśnie robię. Jestem w drodze  do osoby, która najprawdopodobniej mnie nienawidzi. Ty idioto- mówię do samego siebie, kładąc walizkę na taśmę. Lot mijał w miarę dobrze. Obok mnie siedział mały chłopiec wraz z ojcem. Mały patrzył na mnie swoimi wielkimi, brązowymi oczami prawie przez cały lot. W końcu po godzinie lotu zagaił.
-Pan jest tym siatkasem nasej leplesentacji?-zapytał z uroczą wadą wymowy. Po sposobie mowy, no i z racji tego, że młody nie wymawiał jeszcze dobrze "r" i "z" sądziłem, że ma ok 7 lat.
-Zgadza się mały.-odpowiedziałem.- Widzę, że interesujesz się siatkówką.-mówiłem dalej.
-Ocywiście!-odpowiedział ożywiony, po czym kontynuował.- Mój tatuś gla w siatkówkę, jest naplawdę dobly.- widząc jak młody chłopak opowiada o poczynaniach swojego ojca nie mogłem siedzieć niewzruszony.
-Twój tato jest zmęczony, pewnie ciężki sezon.-powiedziałem, patrząc na mężczyznę śpiącego obok chłopca.
-Dzisiaj wlacamy do domu, mamusia na nas ceka. Pewnie zlobi nase ulubione pielogi z jagodami.-zaczął opowiadać, widać było jego rozmarzenie na myśl o specjałach mamy. Zastanawiało mnie tylko jedno. Dlaczego jego matka nie była razem z nimi. Nie chciałem być wścibski jednak ciekawość wygrała.
-Mogę wiedzieć dlaczego mama nie była razem z wami?
-Mamusia ma dzidziusia, tutaj w bsusku-pokazał  mały-Tatuś nie chciał aby była niebespiecna i została w domku.-odpowiedział
-A ty dlaczego nie zostałeś w domu? W Polsce?
-Lubie oglądać jak tata gla, mama rosumie, ale psyjechałem dopiero pod koniec losglywek. Za duse nie... nie. niebespieceństwo- wypowiedział z trudem chłopiec.-A pan? Dlacego sam?
-Zrobiłem głupią rzecz, pokłóciłem się z pewną panią, którą bardzo mocno kocham.-powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Moi lodzice tes się klócą, ale baldzo sybko godzą. Mama cęsto mówi, se tata jest nie do wytsymania, ale się kochajoo. Dlatego mają mnie i niedlugo moją siostsyckę.-chłopiec opowiadał to z taką miłością w oczach.-Pan się nie maltwi, wsystko się ulosy.
-Jesteś bardzo mądry.-podsumowuję.
-Cęsto to slysę.
Prawie całą podróż przegadałem, jak się okazało Pawłem. Potem dołączył do nas jego Ojciec, który okazał się naprawdę miłym facetem. Po bezpiecznym lądowaniu i odebraniu bagaży zadzwoniłem po taksówkę. Jeszcze przed opuszczeniem lotniska widziałem Pawła wraz z Ojcem przytulających czule kobietę z dużym brzuchem. Nie powiem widok mnie bardzo urzekł. Przez całą drogę go Oliwi w głowie miałem pełno pytań bez odpowiedzi. Jak zareaguje na mój widok, co zrobi, wyrzuci mnie, nakrzyczy? Te pytania gnębiły mnie do samych drzwi wejściowych Oliwii. Kiedy zadzwoniłem, wiedziałem, że nie mam już wyjścia.
-Tak mi przykro.-wypowiedziałem kiedy ją zobaczyłem w samym ręczniku u progu drzwi. Można było w niej czytać jak w otwartej księdze. Cienie pod oczami, opadnięte kąciki ust i niestety blizny na ciele. Moja mała Oliwia.-powiedziałem sam do siebie w myślach.
-Miło Ciebie widzieć Michał.-powiedziała ze smutkiem w oczach i wpuściła do środka.
________________________________
Kochani nie zabijcie. Słaby ten parcik. Miał wyglądać całkowicie inaczej, ale pod wpływem emocji samo to wyszło. Myślę, że wrócę do wcześniejszej koncepcji. Jak na ten czas trzymajcie tą część. Mam nadzieję, że się chociaż trochę spodoba. Można powiedzieć, wedle życzenia Michał wraca do łask. Chociaż myślę, że nie na długo.
Trzymajcie się cieplutko,
Tańcząc w ciemnościach.

niedziela, 3 kwietnia 2016

27. -Nic pan nie rozumie.

*włącz*
-Mamo.-wyszeptałam prawie niesłyszalnie kładąc rękę na szpitalne łóżko. Przed kłótnią z pielęgniarkami o wejście do sali rozmawiałam z lekarzem. Przez wypadek mama ma uszkodzone płuca, w każdej chwili może dojść do krwotoku wewnętrznego. Mężczyzna, który spowodował wypadek nie żyje. Prawdopodobnie było to zamierzone samobójstwo. Tylko dlaczego kosztem innego człowieka? Zdesperowana zaczęłam opowiadać mamie o tym co się u mnie dzieje. W końcu nie wytrzymałam:
-Mamo, dlaczego mnie to wszystko spotyka? Czemu przez moje nieszczęście musisz cały czas cierpieć? Niepotrzebnie mnie adoptowałaś.-po tych słowach wybuchłam płaczem. Moje życie przypomina kolejkę górską. Co chwilę obraca się o 360 stopni. To już jest męczące. Tak bardzo chciałabym się poddać, odpuścić. Ale teraz nie mogę. Nie w tej chwili. Nie w tym momencie. Mogło mnie spotkać równie dobrze to samo. Jednak żyję. Moja egzystencja na tym cholernym świecie dalej trwa. To musi mieć jakiś większy sens. Moje życie, to, że Bóg pozwala mi żyć. To musi mieć jakiś kurwa sens. Dlatego mówię;
-Rozumiem, było ciężko ze mną. Za każdym razem mnie wspierałaś. Byłaś obok, a ja coraz bardziej się do Ciebie przywiązałam. Kocham Cię jak nikogo innego. Wiem, że mam tylko Ciebie. Bardzo Cię proszę, walcz. Dla mnie. Dobrze wiem, że to zależy również od osoby rannej. Błagam walcz, nie poddawaj się.
Kiedy skończyłam wstałam i wyszłam z sali poproszona przez lekarza.
-Nie chcę pani dołować, ale nie mam niestety dobrych wieści.
-Spokojnie, mówi pan prosto z mostu.-słysząc to lekarz się zdziwił, ale po chwili kontynuował:
-Jest w stanie krytycznym, nikt nie ma pewności czy przeżyje tą noc.-tylko spokojnie mówię sama do siebie w myślach.
-Hah. A kto ma mieć pewność? Przepraszam, ale chyba waszym zasranym obowiązkiem jako lekarza jest utrzymanie człowieka przy życiu.- no i się nie udało. Brawo Oliwia.
-Proszę o spokój. Robimy co możemy.
-Sranie w banie.- odpowiadam szybko.- Nie wierzę, że nie można niczego już zrobić.
-Mówię pani ponownie. Robimy co w naszej mocy aby utrzymać ją jak najdłużej przy życiu, to nie tylko od nas zależy. Pani matka też musi tego chcieć.
-Wie pan co ja myślę o takich jak pan. Jesteście...
-Oliwia stop. Chodź musimy porozmawiać. - mówi Kacper przerywając i zabiera do kawiarenki szpitalnej.
-Kacper. Ja nie wiem co zrobię bez niej.-mówię będąc sam na sam z chłopakiem.
Zamiast odpowiedzi podszedł do mnie i przytulił.
-Mała ty pamiętaj, że masz mnie.-wyszeptał we włosy.
-Każdy tak mówił.-oznajmiam sobie i Kacprowi
-Ale czy reszta jest teraz tutaj przy tobie?-przeczę głową.
-No właśnie Oli. Mnie masz już cały czas, co by się nie działo.
Po skończonej rozmowie z Kacprem udałam się do sali mamy. Nie miałam już sił jej zmuszać do czegokolwiek.
-Mamo, jeśli uważasz, że to już koniec... To ja zrozumiem. Jeśli nie chcesz, masz dość, to odpuść. Masz wybór. Należy on do Ciebie. Uszanuję to. Proszę pamiętaj tylko, że Cię kocham.
Po chwili usłyszałam pisk z monitora stojącego obok. A na nim długa biała linia.
-Lekarza! Pomocy! Kurwa niech ktoś tu przyjdzie!-krzyczałam na całą salę i szpital.
Chwilę potem wyprowadzono mnie z sali. Reanimowano ostatnią osobę na której mogłam polegać. Którą kochałam.
-Boże, jeśli mnie słyszysz. Pomóż jej. Nie jestem mocno wierząca. Nie musisz pomagać mi. Pomóż jej.
-Mała, będzie dobrze. Spokojnie.-pocieszał Kacper.
15 minut po całym zajściu czekałam pod salą widząc wychodzącego lekarza z sali i jego minę straciłam jakąkolwiek nadzieję na to, że może być dobrze. Było mi słabo, dlatego byłam wdzięczna Kacprowi, że jest obok. Lekarz staną przed nami z twarzą pełną współczucia. Dobrze wiedziałam co chce mi oznajmić.
-Bardzo mi przykro ale....-nie pozwoliłam dokończyć.
-To się nazywa pańskie " robimy co w naszej mocy"?! Czy wy ochujeliście wszyscy? To była ostatnia osoba na której mogłam polegać, a pan mi mówi, że jest panu przykro?! Gówno pan wie.
-Oliwia, wystarczy- mówi Kacper.
-Czy ty siebie kurwa słyszysz? Wystarczy? Nic nie zrobiliście żeby jej pomóc.- wykrzyknęłam z resztek sił.
-Myli się pani, ale rozumiem pani wzburzenie.
-Nic pan nie rozumie.- powiedziałam do lekarza. Kacper poszedł załatwić ostatnie sprawy z lekarzem, którego ja szczerze znienawidziłam. Ja udałam się ostatni raz na rozmowę z mamą.Widząc jej nieruchome ciało i to jak pielęgniarki odpinają ją od aparatury zrobiło mi się słabo, wiedziałam jednak, że to ostatnia szansa żeby ją widzieć.
-Mogę na chwilę zostać z nią sam na sam?- zapytałam, na co pielęgniarki przytaknęły i wyszły z sali.
-Czyli to wybrałaś.-wyszeptałam.- Tak bardzo Cię kocham. Mam nadzieję, że tam na górze będzie Ci przynajmniej lepiej. Pomagałaś tak wielu ludziom. Jestem pewna, że znajdzie się tam dla Ciebie miejsce. -mówiąc to wszystko trzymałam ją za coraz chłodniejszą rękę.
- Do zobaczenia mamo.
________________
Kochani wybaczcie mi, ale w szkole przez ostatnie tygodnie mam od groma nauki, co chwila jakieś wiersze, sprawdziany, kartkówki. Bądźcie wyrozumiali dla mnie. Dzisiaj siadam i piszę następnego parta. Przepraszam za wszystko skarby i dziękuję, za wszystkie komentarze i wyświetlenia. To wiele dla mnie znaczy i bardzo motywuje.
Trzymajcie się cieplutko,
Tańcząc w ciemnościach.

wtorek, 15 marca 2016

26. "Może ja muszę już cierpieć."

Oliwia
Rozłączył się? Sam? Pierwszy? Nienawidzi mnie?
Z R A N I Ł A M    G  O-  z tą myślą skierowałam się do łazienki by zmyć z siebie ten brud dzisiejszego dnia. Odkręcam wodę i zdejmuje ubrania. Dochodzi 23 a mama nadal nie wraca. Sięgam po telefon i wybieram jej numer. Słychać sygnał, dlaczego nie odbiera? Piszę wiadomość. Moje myśli piszą już czarne scenariusze ale dobrze wiem, że już parę razy wypadł jej pilny wypadek i musiała zostać dłużej. Wiadomo, że telefonu nie zabierze na blok operacyjny. Już spokojniejsza wchodzę do wanny i zanurzam się cała.
*następnego dnia rano.*
Budzi mnie mój telefon, dziwi mnie jedynie, że to nie jest mój budzik. Osowiale wstaję z łóżka i sięgam po telefon. Patrzę na wyświetlacz. Numer którego kompletnie nie znam w dodatku stacjonarny. Odbieram.
-Halo?- mówię ospałym głosem.
-Rozmawiam z Oliwią Strus?-pyta kobieta po drugiej stronie.
-Obecnie przy telefonie, o co chodzi?-coraz bardziej się denerwuje. Po chwili mój świat legł całkowicie w gruzach. Zdycha i nie chce walczyć dalej o życie. Słysząc słowa pielęgniarki pobliskiego szpitalu wpadam w panikę. Zaczyna mi brakować tlenu. Wiedząc co nastąpi dzwonię do jedynej osoby, której mogę jeszcze zaufać. Chłopak momentalnie odbiera.
-Oliwia? Co się dzieje, że o tej porze dzwonisz?-pyta zachrypniętym głosem, prawdopodobnie przed chwilą spał tak samo jak ja.
-Błagam, przyjedź jak najszybciej.-wypowiadam biorąc głębokie hausty powietrza.
-Oliwia.
-Błagam.-przerywam mu i się rozłączam.
Kieruję się pośpiesznie do pokoju mamy i pakuję wszystkie jej rzeczy. Biorę kosmetyki, leki, które brała na serce i wkładam do torby podróżnej.
-Co ja takiego robię, że wszystko mi się wali na głowę?-pytam sama siebie, siadając na łóżku mojej mamy.
Może ja muszę już cierpieć, być wystawiana co chwilę na próbę. Tylko czy można żyć w ciągłym bólu, bojąc się o każdy nowy dzień. Michał. Michał. Michał. Dlaczego i jego musiałam stracić? Przecież nie grzeszę aż tyle, żeby już na ziemi zaznawać piekieł. A jeśli stracę nawet mamę? Kto mi pozostanie? Straciłabym już każde możliwe osoby. Może właśnie tego muszę doświadczyć. Całkowitej straty. Samotności, w której można liczyć tylko na zrzędzenia losu. Nic nie może być pewne. Ja nie mogę być pewna czegokolwiek. Nikomu nie mogę ufać, przywiązywać się. Z rozmyślań wyrywa mnie dzwonek do drzwi. Chwiejnym krokiem schodzę na dół i je otwieram.
-Oliwia, co się stało?-pyta widząc mnie i wchodzi bez zastanowienia do środka, a ja znowu się rozklejam.
-Moja mama. Ona... Mama.- nie mogę skleić żadnego logicznego zdania. Znowu zabiera mi oddech. I zaczynam głęboko oddychać.
-Mała, spokojnie, co się dzieje? Co z twoją mamą?
-Miała wypadek.- na te słowa chłopak wyraźnie się zmartwił, po chwili jednak zdał sobie sprawę, że tylko on mi w tej sytuacji został i zachował kamienną twarz.
-Wiadomo coś więcej co się stało?-zapytał po chwili.
-Jakiś idiota wjechał na przeciwny pas. Centralnie na moją mamę rozumiesz? Ona nie zdążyła nawet skręcić.-wybucham płaczem.
-Oliwia spokojnie, jedziemy do szpitala. Znasz ulicę?-zapytał pośpiesznie i pomógł zakładać mi kurtkę.
-To na samym końcu miasta. Na Kochanowskiego.
***
Wkładając torbę do samochodu, zrobiło mi się słabo. Przez to wszystko w środku czuję się pusta. Wszystko to mnie wykańcza. Kiedy już jechaliśmy autostradą przepełniało mnie przeczucie, że zostałam na tym świecie całkowicie sama. W tej chwili nawet nie byłam świadoma tego, jak bardzo się nie myliłam.
***
__________________________________
Witam wszystkich, oddaje w dobre ręce post nr. 26. Mam nadzieję, że się spodoba. Humor nadal depresyjny więc na razie będzie smutno. Misie moje kochane, nie wiem w jakich odcinkach czasu będą się pojawiały rozdziały.. Mam dużo nauki, treningów. Parę jedynek wpadło jak każdy wie, same sie nie poprawią. Mam nadzieję, że wybaczycie i będziecie cierpliwie czekać. Pozdrawiam,
 
Tańcząc w ciemnościach.. 

piątek, 4 marca 2016

25. -A więc tak smakuje miłość.

*włącz*
I co ja mam zrobić?-zapytałam sama siebie. Mama wróci za 2 godziny. Odpaliłam szluga i patrzyłam przez okno jak dzień zaczyna ustępować nocy. Jakie to dziwne wszystko. Moje życie z każdym dniem robi się coraz bardziej pogmatwane. Najpierw kogoś mam, zaczynam mu ufać, oswajać się. A po jakimś czasie i tak wszystko chuj strzeli. Zaczynam się bać samej siebie. Myśl o tym, że Wojtek mógł zapobiec temu co zrobił mi Marcin wypełniła mnie ogromnym strachem. Zawieść się na wszystkich na kim Ci zależy. Nikomu nie polecam tego uczucia. To tak jakby ktoś zawładnął twoim sercem a potem wyrwał to jeszcze nie do końca uleczone i pozostawił żeby samo się zagoiło. Nie życzę tego najgorszemu wrogowi.
-Ale chujnia.-powiedziałam do siebie z zadziwiającym spokojem. Kiedy miałam już odpalać następnego papierosa usłyszałam dźwięk powiadomienia z Messenger'a. Odłożyłam używkę i wstałam po telefon. Wiadomość od Kacpra.
-"Zgadnij kto będzie nowym przyjmującym w Bełchatowie od przyszłego sezonu."
-Przechodzisz na przyjęcie?-zapytałam i szybko wysłałam.
-Dobrze mi na libero ;) Wiem, że może nie powinienem, aale. Nasz El capitano ma transfer u nas.
-A jednak. :)
-Co masz na myśli?-zapytał
-Zażartowałam jeszcze grubo ponad miesiąc temu, że jak przejdzie do Skry to będę go bardziej znosiła.
-Już wiem o kogo chodziło.
-Cooo? O czym ty mówisz?
-Tato mi opowiadał, że to z powodu pewnej dziewczyny się zdecydował. No młoda, masz na niego wpływ.
*Michał Kubiak*
Oliwia nadal się nie odzywa. Mam nadzieję, że chociaż przeczytała ten cholerny list. Coraz bardziej żałuję, że nie mogę być obok niej. Kurewsko mocno za nią tęsknię. Ale nie mogę się odezwać póki sama nie będzie tego chciała. Boję się, że mogła coś sobie zrobić. Że wróciła na dobre do cięcia. Od tego myślenia rozwala mi głowę. Nie mogę się skupić na jakiejkolwiek innej czynności niż gra. Postanowiłem wracać do Polski w nowym sezonie. Tak jak Oliwia powiedziała tak zrobiłem. Od przyszłego sezonie będę grał w Bełchatowie. Warunki są dogodne, gry też w opór. No i dobre wynagrodzenie. Skra jak każdy wie. Czołówka polskiej siatkówki. Spełnienie marzeń niejednego gnojka. Nagle rozległ się dzwonek mojego telefonu. Wziąłem telefon nie patrząc na to kto dzwoni.
-Ty i Bełchatów?- usłyszałem zachrypnięty głos po drugiej stronie.
-Przepraszam, ale..- i nagle głos mi się urwał. Idioto przecież to Oliwia.
-Pomyłka?-zapytała załamanym głosem.
-Nie Oliwia, przepraszam.
-Za co? Za to, że mnie zostawiłeś bez słowa, czy może za to, że okłamywałeś przez dobre pół roku?- jej głos był nad wyraz spokojny.
-Że się tak beznadziejnie w tobie zakochałem. Chęć twojego dobra przysłoniła mi jakiekolwiek racjonalne myślenie.
-Przykro mi, że obdarzanie mnie chociaż najmniejszym uczuciem jest aż tak beznadziejne.
-Dobrze wiesz, że nie to miałem na myśli, Oliwia. Daj sobie wytłumaczyć.
-Nie ma czego Michale. Już i tak dużo wiem. Nie warto okazywać obojętnie jakich uczuć względem drugiej osoby. Przywiązywanie się, a potem rozrywanie tych więzi cholernie boli, wiesz?
-Oliwia....-poczułem ogromną gulę w gardle.
-Ale jak każda rana się zagoi. Mam w tym doświadczenie.
-Mała.. Błagam. Nie zostawiaj mnie.-proszę rozpaczliwym głosem. Po drugiej stronie słuchawki słyszę szloch. Błagam to nie może się tak skończyć.-Oliwia, proszę. Kocham Cię.-wypowiadam w akcie desperacji.
-Jak kocha to nie odchodzi. A to ty pierwszy odszedłeś ode mnie, depcząc resztki moich uczuć.-rzekła głosem, który tak bardzo uwielbiam.
-Dobrze wiesz, że chciałem dobrze. Oliwia. Chciałem dobrze.-mówię.
-Pomyśl chociaż raz, czy nie lepiej byłoby mnie zranić prawdą, niż brnąć w kłamstwo jeszcze gorzej mnie niszcząc. Bądź silny drwalu.-wypowiada coraz ciszej.
-Czy to koniec?-pytam pośpiesznie.
-Nie powinno być początku.
Po tych słowach nie wytrzymałem i rzuciłem telefonem o ścianę. Poszedłem do lodówki i wyjąłem butelkę czystej. Jak to się to wszystko mogło tak potoczyć-pytam sam siebie w myślach. Czuję jakby ktoś mnie skopał, zdeptał, wyrwał serce i próbował na siłę włożyć  z powrotem. Nie myśląc o konsekwencjach, połykam ciecz, która rozrywa mi gardło. Daję upust emocjom i po chwili czuję krople na policzkach.
-A więc tak smakuje miłość.-mówię upijając następny łyk.
______________
Jest w końcu 25, szczerze mówiąc nie mam pojęcia kiedy skończyć to opowiadanie. Mam mnóstwo pomysłów a tak mało weny żeby to jakkolwiek sklecić w jedną całość. Z racji tego, że mam słaby humor ostatnio to i przelałam to na opowiadanie. Myślę, że fajnie wyszło. Postaram się jeszcze coś wrzucić w ten weekend. Mnóstwo projektów w szkole, sprawdzianów, kartkówek, treningów, a tak mało chęci do robienia czegokolwiek. Mam nadzieję, że chociaż was nie dopadnie ta apatia. Pozdrawiam cieplutko,
Tańcząc w ciemnościach.

niedziela, 21 lutego 2016

24. "Przeczytaj w końcu ten list. Proszę."

Wojtek wyszedł. A ja? Założyłam kurtkę, wzięłam awaryjne papierosy, które trzymam na czarną godzinę i wyszłam na spacer. Mama na szczęście już spała dlatego z wyjściem nie było problemu. Kiedy opuściłam okolice swojego domu odpaliłam szluga i skierowałam się w stronę parku. Usiadłam na ulubionej ławce niedaleko fontanny.  Siedziałam gapiąc się przed siebie dobre pół godziny. Tyle wspomnień związanych jedynie z głupią ławką.-pomyślałam.
-No to co Oliwia, umiesz liczyć licz na siebie.-powiedziałam sama do siebie półgłosem i wróciłam do domu
***
Odłączyłam się od świata siatkarzy, myślę, że wyszło mi to całkowicie na plus. Kontakt od czasu do czasu utrzymuję jedynie z Kacprem i Miką, który z troski pyta co u mnie i jak w szkole. Wojtkowi napisałam, że nie mam ochoty go widzieć ani mieć z nim jakiegokolwiek kontaktu. Nie dostałam odpowiedzi, myślę, że zrozumiał. A Michał? Listu od niego nie przeczytałam do teraz mimo, że minął już ponad miesiąc. Do szkoły chodzę sporadycznie, za to zaczęłam nałogowo palić i czytać książki. Myślę, że jedyna dobra jak na razie ucieczka od ludzi i gówna, które mnie otacza. Mama chyba się zaczyna martwić. Aby ją uspokoić wróciłam do szkoły na dłużej. Na długiej przerwie ze słuchawkami w uszach skierowałam się do palarni szkolnej. Spotkałam mojego ukochanego kolegę z ławki Michała.
-Mała, ty z papierosem? To chyba nie powinno mieć racji bytu coo? -zapytał zapalając używkę.
-I nagle rzeczy niemożliwe stają się możliwe.
-W sumie to i racja. Już zdrowa?-zapytał z wyczuwalną troską w głosie.
-Na szczęście tak. Tęskniłeś?-rzekłam z rozbawieniem.
-No oczywiście, dużo się w sumie bez Ciebie nie wydarzyło. Nie licząc tego, że nagle Dominika zaczęła o ciebie wypytywać.
-Że co?!- powiedziałam dławiąc się dymem.
-Nie wiem czego chce, ale prawie co dzień pytała czy czegoś nie wiem.
-No tak, stęskniła się. Bo w sumie jak można za mną nie tęsknić, czyż nie?
Lekcje minęły dość szybko, wychodząc ze szkoły odpaliłam papierosa i skierowałam się w stronę domu. Nagle usłyszałam głos Michała, nie nie tego Michała.
-Może tak zapalimy razem i przy okazji Cię odprowadzę?-zapytał doganiając mnie. Nie miałam nic przeciwko dlatego się zgodziłam.
-Ten Michał. to był, bądź jest ktoś ważny?-zaczął kiedy skręcaliśmy w stronę parku.
-Był dla mnie jak brat, mąż i przyjaciel w jednym.-na myśl wspomnień mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Był? Co się stało?
-Pewnie nie wiesz, bądź się nawet nie domyślasz byłam w Sos'ach. W wakacje mieliśmy mały wyjazd integracyjny.....- i tak opowiedziałam mu o całym wyjeździe i o 'związku' z Wojtkiem.
-Że tego Włodarczyka? Tego z Lubina?- kiwnęłam głową na potwierdzenie pytania.
-Niby wszystko pięknie ładnie, ale co się stało między Michałem a tobą, dołączając Wojtka. Bo w sumie wiem tylko tyle, że Włodarczyk się nie odzywał.
-Przez Michała. Szantażował go.
-Wyjaśnił Ci to chociaż? Bo niby go nie znam, ale wygląda na skurwiela.-powiedział niepewnie.
-Zostawił list. Do teraz go nie otworzyłam.-Michał odpowiedział ciszą co oznaczało, że pewnie nad czymś myślał.-Jesteśmy na miejscu, dziękuję za spacer. Miło z twojej strony.-rzekłam zatrzymując się przy drzwiach.
-Nie ma sprawy Mała.-po tych słowach się uśmiechnęłam. Michał kontynuował:
-Polubiłem Cię i widzę, że Ci zależy na nich obydwóch. Powinnaś przeczytać ten list. To Ci pomoże, w dodatku na pewno wytłumaczy parę wątków.
-Dziękuję za wszystko. Do jutra.-pożegnałam się całując w policzek i weszłam do chłodnego domu.
Z gorącą kawą skierowałam się do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, wzięłam laptopa na kolana i zaczęłam przeglądać strony typowo społecznościowe.Na pierwszy ogień poszedł Facebook. Parę wiadomości od dziewczyn z Sos'u, jedna od Mateusza pytał o to jak u mnie, kochany mężczyzna. No i jedna od Kubiaka:
"Przeczytaj w końcu ten list. Proszę."
Mój wzrok powędrował w stronę listu. Chyba muszę się w końcu z nim zmierzyć. Wzięłam go do ręki i otworzyłam. 
"Nie wyobrażasz sobie jak mi ciężko pisząc ten list. Chciałbym, żebyś miała pewność, że mi na tobie zależy i bardzo mocno Cię kocham malutka. Jeśli go czytasz to pewnie już wiesz o tym, że to przeze mnie Włodarczyk się nie odzywał. Ale to nie jest tak jak Ci się wydaje. Wiedziałem o czymś co by zrujnowało Cię od samego początku. Wojtek myśli, że wiem tylko o tym, że na zgrupowaniu zabawiał się w klubach, co pewnie naraziło by jego karierę reprezentacyjną. To by mi było zbędne bo to nie na nim mi zależy. Włodarczyk wiedział, że Marcin chce Cie skrzywdzić. I nic z tym nie zrobił! Rozumiesz? Mógł temu zapobiec a on nic nie zrobił! Myślisz pewnie, że to nieprawda, że kłamię żeby się wybielić. Ale się mylisz. Rozmawiałem z tym bydlakiem Marcinem zanim zabrała go policja. Śmiał mi się w twarz, że jak nie on to Włodarczyk Cię zniszczy. Jak miałem inaczej postąpić? Oliwia... Jak? Starałem się Ciebie chronić. Ale widząc jak cierpisz nie mogłem Cię od niego oddzielać. Skrzywdziłem Cię. Jestem skurwielem. Chciałem dobrze. Nie mogłem dłużej przed tobą tego ukrywać. Jeśli przeczytasz ten list, wyrzuć go. Nie mów Włodarczykowi, że znasz prawdę. Nie ufaj mu do końca. On nie jest taki za jakiego go masz. Odezwij się, proszę. Chce wiedzieć, że nic Ci nie jest. Że mimo wszystko mi wierzysz.
 Twój na zawsze Michał"

czwartek, 11 lutego 2016

23. -Oliwia. On mnie szantażował.

*włącz*
Mama od razu po powrocie z pracy zrobiła kolację. Nie chciałam jej samej zostawić przy posiłku dlatego zeszłam na dół i usiadłam przy stole.
-Jak tam w szkole niunia?- zapytała z troską
-Mogłabym odpowiedzieć, że jak zawsze, ale skłamałabym. Bo niby ile razy siatkarz polskiej reprezentacji co więcej kapitan odbiera mnie ze szkoły.- mama na te słowa zaśmiała się, ale po chwili mina jej zrzedła. Wie co się dzieje z Kubim?
-Mamo. Rozmawiałaś z nim.-nie odpuszczę, muszę wiedzieć.
-Rozmawiałam.-odpowiedziała po krótkiej przerwie.
-Wiesz coś więcej? Bo... On mnie chyba zostawił.-powiedziałam ze łzami w oczach.
-Kochanie. Nie chciał tego.
-Wiedział co robi! To nie jest tak, że ktoś tego nie chce. Robi to świadomie.
-Oliwia, uwierz mi. Michałowi bardzo na tobie zależy. A obecnym zachowaniem naprawdę to udowodnił.
-Zostawiając mnie? Śmieszne. Przepraszam, ale nie jestem głodna.-wstałam i już miałam iść do swojego pokoju gdyby nie ten dzwonek do drzwi.
-To do Ciebie, bądź silna. Pamiętaj jestem obok.-powiedziała mama kiedy kierowałam się do drzwi.
Następna mnie chce zostawić? pomyślałam. Otworzyłam drzwi nie patrząc przez wizjer z kim będę miała przyjemność. I to był błąd. Kiedy go zobaczyłam wryło mnie w podłogę. Przed moimi drzwiami z bukietem róż stał Wojciech Włodarczyk.
-Won stąd.-rzekłam kiedy tylko wróciłam do siebie i z impetem zamknęłam drzwi. Spokój jednak nie został mi dany.
-Wpuść mnie a wszystko Ci wytłumaczę. Sądząc po twoim zachowaniu Kubiak dotrzymał słowa.
Kiedy tylko usłyszałam nazwisko Michała puściłam klamkę. Co oni mają wspólnego ze sobą?
-Właź, jedna szansa. A potem spierdalasz stąd w podskokach.-warknęłam otwierając drzwi.
-Milutko Oli.-rzekł zdejmując kurtkę.
-Na szacunek trzeba sobie zasłużyć.
-Oliwia. Zachowuj się trochę.-powiedziała moja mama. Widząc Wojtka wcale nie była zaskoczona. Jestem pewna, że wiedziała o wszystkim.-Dobry Wieczór Wojtku-rzekła i poszła do salonu.
-Dobry wieczór pani Strus.-odpowiedział tak jakby bywał tu codziennie.
Kiedy spojrzał na mnie posmutniał. Czyżby wyrzuty sumienia? Na smutną buźkę mnie nie weźmiesz. -To czego chcesz?-zapytałam kiedy tylko przekroczył próg mojego pokoju.
-Przebaczenia?
-Przykro mi, ale ja Jezusem nie jestem. Nie oczekuj ode mnie cudów.
-Z Kubiakiem jakoś dałaś radę.
-O czym ty mówisz?! Jeśli chcesz postawić go w złym świetle tylko dlatego żebym była bardziej uległa wobec Ciebie to daruj sobie Włodarczyk.
-A myślisz, że dlaczego się nie odzywałem? Dlaczego nie odpisywałem, czy przyjeżdżałem? Dlaczego kurde dałem sobie zrobić to zdjęcie z moją niby dziewczyną?
-No nie wiem, bo jesteś chujem?-zapytałam z przekąsem.-Albo nie. To wszystko tylko dlatego bo nigdy Ci na mnie nie zależało. Od początku chciałeś jednego. Zabawy. Jesteś pierdolonym...
-Kubiak mnie szantażował. Chciał przekupić. A ty nadal go kochasz. Co on takiego w sobie ma?-powiedział przerywając mi.
-Nie zostawił mnie. W przeciwieństwie do Ciebie.-powiedziałam niedowierzając we wcześniejsze słowa Włodiego.
-A teraz co zrobił? Nie ma go, a ten list? To raczej nie kupony do tesco.
-Zamknij się! Zamknij się słyszysz?!
-Oliwia. On mnie szantażował. To przez niego się nie odzywałem. Zrozum. On Cie okłamywał. Mnie szantażował tylko dlatego żebym Cię zostawił w spokoju. Zrozum to w końcu.
-To dlaczego w takim razie przestał? Dlaczego akurat teraz Cię nie szantażuje?-zapytałam, czując łzy na policzku. Wojtek chciał podejść bliżej, ale go od siebie odepchnęłam. Boże niech to się w końcu skończy pomyślałam.
-Bo doszło do niego to co robił. Bo Cię kocha i nie chciał dłużej okłamywać. Jeśli dojdą do Ciebie niektóre rzeczy to się odezwij. Ale wiedz, że ja Cię kocham.
________________________
No i jest! Mam nadzieję, że się podoba. Burza między Oliwią, Kubiakiem i Wojtkiem rozpoczęta. Ale czy to koniec problemów Oliwii?