niedziela, 3 kwietnia 2016

27. -Nic pan nie rozumie.

*włącz*
-Mamo.-wyszeptałam prawie niesłyszalnie kładąc rękę na szpitalne łóżko. Przed kłótnią z pielęgniarkami o wejście do sali rozmawiałam z lekarzem. Przez wypadek mama ma uszkodzone płuca, w każdej chwili może dojść do krwotoku wewnętrznego. Mężczyzna, który spowodował wypadek nie żyje. Prawdopodobnie było to zamierzone samobójstwo. Tylko dlaczego kosztem innego człowieka? Zdesperowana zaczęłam opowiadać mamie o tym co się u mnie dzieje. W końcu nie wytrzymałam:
-Mamo, dlaczego mnie to wszystko spotyka? Czemu przez moje nieszczęście musisz cały czas cierpieć? Niepotrzebnie mnie adoptowałaś.-po tych słowach wybuchłam płaczem. Moje życie przypomina kolejkę górską. Co chwilę obraca się o 360 stopni. To już jest męczące. Tak bardzo chciałabym się poddać, odpuścić. Ale teraz nie mogę. Nie w tej chwili. Nie w tym momencie. Mogło mnie spotkać równie dobrze to samo. Jednak żyję. Moja egzystencja na tym cholernym świecie dalej trwa. To musi mieć jakiś większy sens. Moje życie, to, że Bóg pozwala mi żyć. To musi mieć jakiś kurwa sens. Dlatego mówię;
-Rozumiem, było ciężko ze mną. Za każdym razem mnie wspierałaś. Byłaś obok, a ja coraz bardziej się do Ciebie przywiązałam. Kocham Cię jak nikogo innego. Wiem, że mam tylko Ciebie. Bardzo Cię proszę, walcz. Dla mnie. Dobrze wiem, że to zależy również od osoby rannej. Błagam walcz, nie poddawaj się.
Kiedy skończyłam wstałam i wyszłam z sali poproszona przez lekarza.
-Nie chcę pani dołować, ale nie mam niestety dobrych wieści.
-Spokojnie, mówi pan prosto z mostu.-słysząc to lekarz się zdziwił, ale po chwili kontynuował:
-Jest w stanie krytycznym, nikt nie ma pewności czy przeżyje tą noc.-tylko spokojnie mówię sama do siebie w myślach.
-Hah. A kto ma mieć pewność? Przepraszam, ale chyba waszym zasranym obowiązkiem jako lekarza jest utrzymanie człowieka przy życiu.- no i się nie udało. Brawo Oliwia.
-Proszę o spokój. Robimy co możemy.
-Sranie w banie.- odpowiadam szybko.- Nie wierzę, że nie można niczego już zrobić.
-Mówię pani ponownie. Robimy co w naszej mocy aby utrzymać ją jak najdłużej przy życiu, to nie tylko od nas zależy. Pani matka też musi tego chcieć.
-Wie pan co ja myślę o takich jak pan. Jesteście...
-Oliwia stop. Chodź musimy porozmawiać. - mówi Kacper przerywając i zabiera do kawiarenki szpitalnej.
-Kacper. Ja nie wiem co zrobię bez niej.-mówię będąc sam na sam z chłopakiem.
Zamiast odpowiedzi podszedł do mnie i przytulił.
-Mała ty pamiętaj, że masz mnie.-wyszeptał we włosy.
-Każdy tak mówił.-oznajmiam sobie i Kacprowi
-Ale czy reszta jest teraz tutaj przy tobie?-przeczę głową.
-No właśnie Oli. Mnie masz już cały czas, co by się nie działo.
Po skończonej rozmowie z Kacprem udałam się do sali mamy. Nie miałam już sił jej zmuszać do czegokolwiek.
-Mamo, jeśli uważasz, że to już koniec... To ja zrozumiem. Jeśli nie chcesz, masz dość, to odpuść. Masz wybór. Należy on do Ciebie. Uszanuję to. Proszę pamiętaj tylko, że Cię kocham.
Po chwili usłyszałam pisk z monitora stojącego obok. A na nim długa biała linia.
-Lekarza! Pomocy! Kurwa niech ktoś tu przyjdzie!-krzyczałam na całą salę i szpital.
Chwilę potem wyprowadzono mnie z sali. Reanimowano ostatnią osobę na której mogłam polegać. Którą kochałam.
-Boże, jeśli mnie słyszysz. Pomóż jej. Nie jestem mocno wierząca. Nie musisz pomagać mi. Pomóż jej.
-Mała, będzie dobrze. Spokojnie.-pocieszał Kacper.
15 minut po całym zajściu czekałam pod salą widząc wychodzącego lekarza z sali i jego minę straciłam jakąkolwiek nadzieję na to, że może być dobrze. Było mi słabo, dlatego byłam wdzięczna Kacprowi, że jest obok. Lekarz staną przed nami z twarzą pełną współczucia. Dobrze wiedziałam co chce mi oznajmić.
-Bardzo mi przykro ale....-nie pozwoliłam dokończyć.
-To się nazywa pańskie " robimy co w naszej mocy"?! Czy wy ochujeliście wszyscy? To była ostatnia osoba na której mogłam polegać, a pan mi mówi, że jest panu przykro?! Gówno pan wie.
-Oliwia, wystarczy- mówi Kacper.
-Czy ty siebie kurwa słyszysz? Wystarczy? Nic nie zrobiliście żeby jej pomóc.- wykrzyknęłam z resztek sił.
-Myli się pani, ale rozumiem pani wzburzenie.
-Nic pan nie rozumie.- powiedziałam do lekarza. Kacper poszedł załatwić ostatnie sprawy z lekarzem, którego ja szczerze znienawidziłam. Ja udałam się ostatni raz na rozmowę z mamą.Widząc jej nieruchome ciało i to jak pielęgniarki odpinają ją od aparatury zrobiło mi się słabo, wiedziałam jednak, że to ostatnia szansa żeby ją widzieć.
-Mogę na chwilę zostać z nią sam na sam?- zapytałam, na co pielęgniarki przytaknęły i wyszły z sali.
-Czyli to wybrałaś.-wyszeptałam.- Tak bardzo Cię kocham. Mam nadzieję, że tam na górze będzie Ci przynajmniej lepiej. Pomagałaś tak wielu ludziom. Jestem pewna, że znajdzie się tam dla Ciebie miejsce. -mówiąc to wszystko trzymałam ją za coraz chłodniejszą rękę.
- Do zobaczenia mamo.
________________
Kochani wybaczcie mi, ale w szkole przez ostatnie tygodnie mam od groma nauki, co chwila jakieś wiersze, sprawdziany, kartkówki. Bądźcie wyrozumiali dla mnie. Dzisiaj siadam i piszę następnego parta. Przepraszam za wszystko skarby i dziękuję, za wszystkie komentarze i wyświetlenia. To wiele dla mnie znaczy i bardzo motywuje.
Trzymajcie się cieplutko,
Tańcząc w ciemnościach.

4 komentarze:

  1. Fajny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Do zobaczenia"??!?!?!!!! Ona chce umrzeć? Jezu proszę nieee... Nie lubię smutnych zakończeń. Błagam niech Kubiak do niej powróci ona cos w życiu osiągnie. I będzie git. No chyba ze trzymasz nas w napięciu. 😉

    OdpowiedzUsuń