sobota, 30 kwietnia 2016

30. 'Nasze słowa jak strzały, każdy dialog niczym pistolety wycelowane nawzajem ku sobie. I to my jesteśmy trzymającymi za spust.'

*włącz*
Od momentu naszej sprzeczki nie odzywamy się do siebie tylko siedzimy w ciszy. Próby jakiejkolwiek rozmowy nie mają sensu. Obydwoje wiemy, że nie uda się nam porozumiewać jak dawniej, a ciągnięcie tego dalej nie ma sensu. Siedzimy aż do rana, Michał z grobową miną wpatruje się w zdjęcia powieszone na ścianie. Na jednym z nich znajduje się on. Uśmiechnięty, trzymający mnie na rękach. Pamiętam ten dzień jakby był wczoraj. Byliśmy tacy szczęśliwi. Ja zapominałam o Marcinie, on o nieudanym związku. Przez rok tak wiele się zmieniło. Właśnie rok. Niedługo muszę skończyć rok szkolny. Dochodzić do końca roku, wytrzymać w tej klasie. Z tymi tak bardzo znienawidzonymi ludźmi. W końcu dochodzi do mnie jedna myśl. Jak ja sobie z tym wszystkim poradzę? Michał jakby czytał mi w myślach:
-Co ze szkołą? Dużo masz zaległości?
-Niewiele, mam nieklasyfikowanie z wf'u, wierzysz w to? Z wf'u-odpowiadam z zachrypniętym głosem.
-Uciekałaś z lekcji. Dlaczego?
-Jak myślisz dlaczego się nie idzie na lekcje? Pewnie dlatego, że się nie chce na nich być.- I znowu ucinam rozmowę. Zależy mi na nim. Cholernie mi na nim zależy, ale nie umiem zapomnieć o tym co zrobił. Mogę z nim spokojnie rozmawiać tylko po to, żeby za chwilę wybuchnąć gniewem. Ciszę przerwał mój telefon. Wstałam i skierowałam się do kuchni. Od razu odebrałam.
-Jeśli to nic ważnego to niepotrzebnie dzwonisz.-uprzedzam dzwoniącego
-Oliwia, nie tak groźnie, jesteś w domu?-kiedy usłyszałam głos Mateusza mimowolnie się uśmiechnęłam, widziałam, że Michał na mnie patrzy.
-Jestem, coś się stało, że dzwonisz?-zapytałam spoglądając na Michała.
-No nie wiem czy cię to zadowoli, ale właśnie w tej chwili jadę do Ciebie. Nie interesuje mnie odmowa. Dzisiaj jesteś na mnie skazana. Do zobaczenia mała.
-Ale Mikuś...
Nie zdążyłam skończyć, bo Mika się rozłączył. Odkładając telefon, napotkałam pytające spojrzenie Kubiaka. Po chwili zapytał:
-Mika? Nie wiedziałam, że masz z nim nadal kontakt.-w głosie usłyszałam lekki żal.
-Nie odwrócił się ode mnie.-powiedziałam patrząc na Michała z wyrzutem.
-Skończ tą grę Oliwia ile razy jeszcze mi wytkniesz to, że Cię zostawiłem?-Michał był wyraźnie u schyłku wytrzymania.
-Aż w końcu zrozumiesz to, że nie wystarczy powiedzieć przepraszam Michał.
-Chcesz mi zarzucić, że się nie staram tego naprawić? Gdyby tak było nie przyjeżdżałbym do Ciebie, nie rozumiesz, że mi na tobie zależy?! Co mam jeszcze zrobić żebyś mi uwierzyła?-wiedziałam, że ta rozmowa będzie kolejnym ciosem dla naszej dwójki. Nasze słowa jak strzały, każdy dialog niczym pistolety wycelowane nawzajem ku sobie. I to my jesteśmy trzymającymi za spust. Nie chciałam pogarszać sytuacji dlatego wolałam na chwilę wyjść.
-Idę po papierosy. Powiedz Mateuszowi, że zaraz będę.
-Tak masz rację, najlepiej unikać rozmowy. Nigdzie nie idziesz, a już na pewno nie po papierosy. Nie będziesz się truć. Nie wyjdziesz.-rzekł tonem nadgorliwego ojca.
-Ahh tak? No to patrz.-łapiąc portfel i zapalniczkę jak najszybciej skierowałam się w stronę drzwi. Kubiak domyślając się moich czynów zastawił mi wyjście. Próbowałam się wyrwać z całych sił jednak na marne.
-Kurwa Kubiak, nie jesteś moim Ojcem. Spierdalaj od tych drzwi.-powiedziałam już mocno zdenerwowana.
-Pamiętasz? Bratem, mężem i przyjacielem w jednym.-kiedy na niego spojrzałam zobaczyłam zatroskaną twarz, pełną złożonych obietnic. Zbliżyłam się do niego i położyłam dłoń na jego policzku. Kiedy wiedziałam, że Kubiak zapomniał o swojej pierwotnej misji, przepchnęłam się i otworzyłam drzwi. Impetem wybiegłam z domu, po chwili jednak zderzyłam się z czymś twardym przed sobą. Kiedy spojrzałam w górę wiedziałam już co, a raczej kto stanął mi na drodze przed upragnioną używką.
-Ja pierdole Mika.-powiedziałam sfrustrowana.
-Mi też miło Ciebie widzieć kochaniutka.-powiedział rozbawionym, po czym przytulił na powitanie.
_______________________________________________________
Jest i trzydziestka w wasze rączki. :) Na majówkę przewiduje jeszcze tak ze 2/3 rozdziały. Teraz kilka słów odnośnie sytuacji w moim ukochanym bełchatowskim klubie. Jest mi strasznie przykro z powodu odejścia Marechala i Facu Conte ze Skry. Jakby tego było mało to postać Uriarte w Bełchatowie też jest pod znakiem zapytania. Wiadomo jednak, że Szalpuk i Bednorz od następnego sezonu będą reprezentować drużynę z Bełchatowa, czy to jednak dostateczne 'zapchanie dziury' po tych dwóch doskonałych przyjmujących? Mam nadzieję, że to nie koniec transferów, a jeśli tak ma być to oby jak najlepsze. A wy co o tym myślicie? ;_; Jeszcze Wronka odpadł z 15 na kwalifikacje do RIO. Co jeszcze się wydarzy i zepsuje mi humor? Udanej majówki misie.
Tańcząc w ciemnościach.

sobota, 23 kwietnia 2016

29. "Tell me pretty lies"

*koniecznie włącz przed czytaniem*
-Skąd wiesz?-zapyta siadając na krześle ze swoim własnym spokojem, tak jak kiedyś. Zanim to wszystko się pokomplikowało. Teraz wiem, że nic nie jest tak jak dawniej. Widzę jej poobgryzane paznokcie i sińce pod oczami. Jej ruchy są ostrożniejsze, jakby bała się tego co ma za chwilę się wydarzyć. Nie chce jej dłużej męczyć dlatego odpowiadam:
-Od Kacpra. Zadzwonił do mnie.
Kiedy usłyszała imię brata jej ciało od razu zesztywniało. Jakbym ją dotknął niewidzialną ręką. W końcu się odezwała.
-I w jakim celu przyleciałeś?-rzekła z wyczuwalną nutą udawanej obojętności, tak jakby chciała żebym choć trochę poczuł się odtrącony. Udało jej się. Jednak nie dałem za wygraną i odpowiedziałem.
-Nie chcę żebyś teraz była sama. Bardzo mi przykro z powodu..
-Przykro? Nie bądź śmieszny Michał.
-Oliwia nie zachowuj się tak.-proszę zdesperowany
-Jak?- powiedziała roztrzęsiona, nie chciałem do tego doprowadzić, ale wiem, że nie ma innego wyjścia. Musiałem to wytłumaczyć do końca. Nie mogę jej zostawić. Nie teraz. Wiem, że już raz zawiodłem
-Jakbym nic dla Ciebie nie znaczył.-powiedziałem zgodnie z prawdą po czym kontynuowałem- Wiem, że spierdoliłem sprawę. Wiele rzeczy jest ciężkich do wybaczenia. Nie chciałem żeby tak wyszło.
-Ja nie chciałam żeby mama umarła i jednak mi się też nie udało. Ale wiesz jaka jest różnica?-zapytała pełna wrogości, która szczerze mnie dotknęła. Dotarło do mnie, że ją straciłem. Wyrwała mnie z otępienia mówiąc dalej;
-Ja nie miałam nad tym kontroli, nie mogłam nic zrobić..-powiedziała przez łzy. Chciałem podejść bliżej ale coś mi nie pozwoliło na krok w stronę Oliwi. Po chwili zauważyłem łzę spływającą po policzku.
-Oliwia, wybacz mi.-prosiłem ze skruchą. Jednak bez skutku.
-Ty mogłeś nad tym zapanować, zmienić kolej rzeczy, wiedziałeś jakie będą tego skutki. Mogłeś to kurwa zatrzymać!-krzyczy przez płacz.- Ty głupi sukinsynie mogłeś to powstrzymać!
-Oliwia do cholery, co mam zrobić żeby to naprawić? Myślisz, że mi jest łatwo? Jestem egoistyczną świnią bo chciałem Cię mieć tylko dla siebie, ale czy miłość do Ciebie nie jest dobrym chociaż najmniejszym usprawiedliwieniem?
Widziałem minę Oliwi, wyglądała tak jakby wewnątrz siebie toczyła walkę sama z sobą. Prawdopodobnie tak też było. Po chwili się odezwała, jej słowa był jak wyrok. Byłem za równo sprawcą jak i pokrzywdzonym, scena w której Oliwia odgrywała największą rolę.
-Ona nie musiała ginąć żebyśmy się pogodzili.
-Jeśli miałbym kontrolę nad tym, wolałbym żyć bez Ciebie tylko po to żebyś mogła być szczęśliwa wraz ze swoją mamą. Uwierz mi na słowo. Niczego bardziej tak nie pragnę jak tego abyś była szczęśliwa.
-Dobrze wiesz, że nie będę już nigdy w pełni szczęśliwa. Po części przez Ciebie.
Powiedziała z pełnym przejęciem. Równie dobrze może mnie wywalić za drzwi i powiedzieć, że nie chce więcej widzieć.
-Jak mam to rozumieć? Powiedz wprost czego chcesz a się dostosuję.
-Straciłam Marcina, Wojtka, Ciebie, teraz ostatnią osobę, która mnie kochała. Mamę.
Jej słowa były jak cios zadany prosto w serce, jestem dla niej skończony.
-Czyli mam odejść?-zapytałem.
-"Jeśli kocha to wróci" Czy ty właśnie tak nie postąpiłeś? Przykro mi, że dopiero teraz. Po takich wydarzeniach musieliśmy dojść do porozumienia. Nie mogę Ci obiecać, że będzie jak dawniej. Bo dobrze wiesz sam, że tak nie będzie
-Nie oczekuję żebyś mi od razu przebaczyła, chce jedynie, żebyś miała we mnie wsparcie. Po to przyjechałem. Chcę być obok Ciebie chociaż teraz. Wiem, że jest Ci ciężko.
-Bez takich błagam.-powiedziała znowu beznamiętnym głosem i poszła do kuchni od tak bez słowa.
***
Oliwia
-Ty palisz?-słyszę za plecami, trzymając papierosa w ręku.
-Przepraszam ale nie poczęstuje.
-Dlaczego się trujesz?
Nic nie odpowiadam tylko gapię się przez okno. Po chwili czuję, że siada obok mnie. Mimo, że jest mi ciężko i powinnam to nie przyznam, że mi go brakuje. Nie teraz. Za bardzo namieszał. Siedzimy w ciszy dobre 20 minut. W końcu się odzywam:
-Możesz mi coś powiedzieć?-pytam patrząc po raz pierwszy na Michała. Widzę jego zmęczone oczy, pozdzierane knykcie, pokaleczone palce. Prawdopodobnie od starcia ze ścianą czy szkłem. Na pytanie dostaję kiwnięcie głową. Więc zaczynam:
-Wtedy jak rozmawialiśmy, pierwszy się rozłączyłeś dlaczego? Rozumiem, że było ciężko, ale nie tylko tobie. Dzwoniąc do Ciebie miałam nadzieję, że się dogadamy. Chciałam zacząć chociaż od tak głupiego pytania. Myślałam, że się uda. Może nie powinnam wtedy dzwonić? Może teraz siedzielibyśmy razem i śmiali z naszych głupich zachowań. A teraz. Sami z siebie zrobiliśmy męczenników. Siedząc tak obok siebie, w ciszy. Może jestem nie do wytrzymania, zdaję sobie z tego sprawę. Ale wiem też, że moja mama chciała by żebyśmy się pogodzili. Mówiła mi nawet ostatnio, że szkoda jej takich relacji jak nasza.
Kiedy skończyłam nie wiedziałam czego oczekiwać, dlatego też cierpliwie czekałam. Widziałam jak Michał się nad czymś zastanawia. Myśli co powiedzieć, nerwowo zaciskając pięści.
-Nie rozłączyłem się. Rzuciłem telefonem o ścianę. Potem jak głupek się upiłem. Doszło do mnie, że zakochałem się jak szczeniak. Głupie co? Zakochać się w kimś kogo z początku się nienawidziło. Przez ostatni czas nawet chciałem Cię nienawidzić. Byłoby mi łatwiej zapomnieć. Ale nie wszystko wychodzi po naszej myśli. Sama wiesz.
-Wiem-odpowiadam półgłosem, gasząc papierosa na nadgarstku. Widząc to, Michał momentalnie pokonuje odległość między nami.
-Teraz zrób to samo ze mną.-mówi drżącym głosem.-Nie? no to sam to zrobię.
Sprawnym ruchem zabrał peta, podpalił i przyłożył do wewnętrznej strony ręki.
-Kurwa, Kubiak odbiło Ci?!- podnoszę głos i zabieram mu resztki papierosa.
-Równie dobrze mógłbym zapytać o to Ciebie.-odpowiada. Ma rację, obydwoje jesteśmy w jakimś stopniu upośledzeni. A może to okoliczności z nas takich zrobiło. Nie wytrzymuję i w końcu pytam.
-Długo jeszcze będziemy siebie nawzajem ranić?
_________________________________________
Taka mała rekompensata za rzadką obecność. Mam nadzieję, że rozumiecie. Zaglądam dość często przeglądam statystyki i chciałabym z góry podziękować wszystkim odwiedzającym, to bardzo motywuje do pisania dłuższych rozdziałów. Piosenka której użyłam ma dla mnie duże przesłanie opisuje moje byłe już perypetie miłosne, dlatego ją wykorzystuje. Polecam mocno, a teraz pytanie do was. Chcecie kogoś nowego w tym opowiadaniu? Oliwia ma być z Michałem, czy ma wkroczyć nagle ktoś inny? A może macie jakiś fajny pomysł na zakończenie tego opowiadania? Z chęcią przyjmę i rozpatrzę każdą propozycję, piszcie śmiało! W weekend majowy przewiduję dwa rozdziały, więc możecie uważać. Tymczasem  lecę sobie chorować dalej, trzymajcie się cieplutko i uważajcie na pogodę bo strasznie zdradliwa.
Pozdrawiam, Tańcząc w ciemnościach.

sobota, 9 kwietnia 2016

28. "Miło ciebie widzieć Michał."

-Była najlepszą matką, jaka mogłaby istnieć na tym świecie. Nigdy nie zapomnę ile mi dała.. Ile poświęciła mi, bym była taką osobą jaką jestem obecnie. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie będę tęsknić. Mam tylko nadzieję, że teraz jest jej naprawdę lepiej. A wszystkich obecnych... Proszę o modlitwę za moją mamę. Oczywiście dziękuję wszystkim za przybycie i pamięć.- kiedy skończyłam mówić napotkałam pokrzepiające spojrzenie Kacpra. Przez ten wypadek nasze kontakty się polepszyły. Ale wolałabym nie mieć nikogo oby tylko żyła moja mama. Jednak dobrze wiem, że nie można pragnąć rzeczy niemożliwych do spełnienia. Po pogrzebie rozmawiałam z wieloma ludźmi. Każdego próbowałam pokrzepić. Powiedzieć jakieś banalne słowa, które wypadałoby powiedzieć. Nie chciałam innych łamać moim stanem nie zamierzałam płakać. Wiem, że mama nie chciałaby, żebym była przygnębiona. Robiłam co tylko w mojej mocy aby godnie się z nią pożegnać. Do domu wróciłam totalnie wypompowana. Przed sobą mam sprawę z mieszkaniem i opieką z racji tego, że 18 mam dopiero za pół roku. Jest cień szansy na samodzielne mieszkanie pod okiem urzędnika. Bądź zamieszkanie z biologiczną matką. Zrobię wszystko aby tak nie było. Kiedy wypiłam kawę udałam się do łazienki. Napełniłam wannę ciepłą wodą, wlałam ulubiony płyn do kąpieli i miałam już wchodzić do wanny kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Okręciłam ciało ręcznikiem i udałam się do drzwi. Było grubo po 23 dlatego zaskoczył mnie ten niespodziewany dzwonek do drzwi. Przez myśl przeszło mi, że mógł to być Kacper. Ale oczywiście za dobrze by było.
***
Kiedy Kacper do mnie zadzwonił, byłem zszokowany i równocześnie zły na samego siebie. Jak mogłem pozwolić na to, żeby najbliższa mi osoba musiała sama przeżywać taką tragedię. Jak najszybciej załatwiłem sprawy w klubie i wybrałem najszybszy lot do Polski. Monikę uprzedziłem, że będę w Polsce i jest duża możliwość, że wpadnę na chwilę do małej. Dopiero na lotnisku doszło do mnie co ja właśnie robię. Jestem w drodze  do osoby, która najprawdopodobniej mnie nienawidzi. Ty idioto- mówię do samego siebie, kładąc walizkę na taśmę. Lot mijał w miarę dobrze. Obok mnie siedział mały chłopiec wraz z ojcem. Mały patrzył na mnie swoimi wielkimi, brązowymi oczami prawie przez cały lot. W końcu po godzinie lotu zagaił.
-Pan jest tym siatkasem nasej leplesentacji?-zapytał z uroczą wadą wymowy. Po sposobie mowy, no i z racji tego, że młody nie wymawiał jeszcze dobrze "r" i "z" sądziłem, że ma ok 7 lat.
-Zgadza się mały.-odpowiedziałem.- Widzę, że interesujesz się siatkówką.-mówiłem dalej.
-Ocywiście!-odpowiedział ożywiony, po czym kontynuował.- Mój tatuś gla w siatkówkę, jest naplawdę dobly.- widząc jak młody chłopak opowiada o poczynaniach swojego ojca nie mogłem siedzieć niewzruszony.
-Twój tato jest zmęczony, pewnie ciężki sezon.-powiedziałem, patrząc na mężczyznę śpiącego obok chłopca.
-Dzisiaj wlacamy do domu, mamusia na nas ceka. Pewnie zlobi nase ulubione pielogi z jagodami.-zaczął opowiadać, widać było jego rozmarzenie na myśl o specjałach mamy. Zastanawiało mnie tylko jedno. Dlaczego jego matka nie była razem z nimi. Nie chciałem być wścibski jednak ciekawość wygrała.
-Mogę wiedzieć dlaczego mama nie była razem z wami?
-Mamusia ma dzidziusia, tutaj w bsusku-pokazał  mały-Tatuś nie chciał aby była niebespiecna i została w domku.-odpowiedział
-A ty dlaczego nie zostałeś w domu? W Polsce?
-Lubie oglądać jak tata gla, mama rosumie, ale psyjechałem dopiero pod koniec losglywek. Za duse nie... nie. niebespieceństwo- wypowiedział z trudem chłopiec.-A pan? Dlacego sam?
-Zrobiłem głupią rzecz, pokłóciłem się z pewną panią, którą bardzo mocno kocham.-powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Moi lodzice tes się klócą, ale baldzo sybko godzą. Mama cęsto mówi, se tata jest nie do wytsymania, ale się kochajoo. Dlatego mają mnie i niedlugo moją siostsyckę.-chłopiec opowiadał to z taką miłością w oczach.-Pan się nie maltwi, wsystko się ulosy.
-Jesteś bardzo mądry.-podsumowuję.
-Cęsto to slysę.
Prawie całą podróż przegadałem, jak się okazało Pawłem. Potem dołączył do nas jego Ojciec, który okazał się naprawdę miłym facetem. Po bezpiecznym lądowaniu i odebraniu bagaży zadzwoniłem po taksówkę. Jeszcze przed opuszczeniem lotniska widziałem Pawła wraz z Ojcem przytulających czule kobietę z dużym brzuchem. Nie powiem widok mnie bardzo urzekł. Przez całą drogę go Oliwi w głowie miałem pełno pytań bez odpowiedzi. Jak zareaguje na mój widok, co zrobi, wyrzuci mnie, nakrzyczy? Te pytania gnębiły mnie do samych drzwi wejściowych Oliwii. Kiedy zadzwoniłem, wiedziałem, że nie mam już wyjścia.
-Tak mi przykro.-wypowiedziałem kiedy ją zobaczyłem w samym ręczniku u progu drzwi. Można było w niej czytać jak w otwartej księdze. Cienie pod oczami, opadnięte kąciki ust i niestety blizny na ciele. Moja mała Oliwia.-powiedziałem sam do siebie w myślach.
-Miło Ciebie widzieć Michał.-powiedziała ze smutkiem w oczach i wpuściła do środka.
________________________________
Kochani nie zabijcie. Słaby ten parcik. Miał wyglądać całkowicie inaczej, ale pod wpływem emocji samo to wyszło. Myślę, że wrócę do wcześniejszej koncepcji. Jak na ten czas trzymajcie tą część. Mam nadzieję, że się chociaż trochę spodoba. Można powiedzieć, wedle życzenia Michał wraca do łask. Chociaż myślę, że nie na długo.
Trzymajcie się cieplutko,
Tańcząc w ciemnościach.

niedziela, 3 kwietnia 2016

27. -Nic pan nie rozumie.

*włącz*
-Mamo.-wyszeptałam prawie niesłyszalnie kładąc rękę na szpitalne łóżko. Przed kłótnią z pielęgniarkami o wejście do sali rozmawiałam z lekarzem. Przez wypadek mama ma uszkodzone płuca, w każdej chwili może dojść do krwotoku wewnętrznego. Mężczyzna, który spowodował wypadek nie żyje. Prawdopodobnie było to zamierzone samobójstwo. Tylko dlaczego kosztem innego człowieka? Zdesperowana zaczęłam opowiadać mamie o tym co się u mnie dzieje. W końcu nie wytrzymałam:
-Mamo, dlaczego mnie to wszystko spotyka? Czemu przez moje nieszczęście musisz cały czas cierpieć? Niepotrzebnie mnie adoptowałaś.-po tych słowach wybuchłam płaczem. Moje życie przypomina kolejkę górską. Co chwilę obraca się o 360 stopni. To już jest męczące. Tak bardzo chciałabym się poddać, odpuścić. Ale teraz nie mogę. Nie w tej chwili. Nie w tym momencie. Mogło mnie spotkać równie dobrze to samo. Jednak żyję. Moja egzystencja na tym cholernym świecie dalej trwa. To musi mieć jakiś większy sens. Moje życie, to, że Bóg pozwala mi żyć. To musi mieć jakiś kurwa sens. Dlatego mówię;
-Rozumiem, było ciężko ze mną. Za każdym razem mnie wspierałaś. Byłaś obok, a ja coraz bardziej się do Ciebie przywiązałam. Kocham Cię jak nikogo innego. Wiem, że mam tylko Ciebie. Bardzo Cię proszę, walcz. Dla mnie. Dobrze wiem, że to zależy również od osoby rannej. Błagam walcz, nie poddawaj się.
Kiedy skończyłam wstałam i wyszłam z sali poproszona przez lekarza.
-Nie chcę pani dołować, ale nie mam niestety dobrych wieści.
-Spokojnie, mówi pan prosto z mostu.-słysząc to lekarz się zdziwił, ale po chwili kontynuował:
-Jest w stanie krytycznym, nikt nie ma pewności czy przeżyje tą noc.-tylko spokojnie mówię sama do siebie w myślach.
-Hah. A kto ma mieć pewność? Przepraszam, ale chyba waszym zasranym obowiązkiem jako lekarza jest utrzymanie człowieka przy życiu.- no i się nie udało. Brawo Oliwia.
-Proszę o spokój. Robimy co możemy.
-Sranie w banie.- odpowiadam szybko.- Nie wierzę, że nie można niczego już zrobić.
-Mówię pani ponownie. Robimy co w naszej mocy aby utrzymać ją jak najdłużej przy życiu, to nie tylko od nas zależy. Pani matka też musi tego chcieć.
-Wie pan co ja myślę o takich jak pan. Jesteście...
-Oliwia stop. Chodź musimy porozmawiać. - mówi Kacper przerywając i zabiera do kawiarenki szpitalnej.
-Kacper. Ja nie wiem co zrobię bez niej.-mówię będąc sam na sam z chłopakiem.
Zamiast odpowiedzi podszedł do mnie i przytulił.
-Mała ty pamiętaj, że masz mnie.-wyszeptał we włosy.
-Każdy tak mówił.-oznajmiam sobie i Kacprowi
-Ale czy reszta jest teraz tutaj przy tobie?-przeczę głową.
-No właśnie Oli. Mnie masz już cały czas, co by się nie działo.
Po skończonej rozmowie z Kacprem udałam się do sali mamy. Nie miałam już sił jej zmuszać do czegokolwiek.
-Mamo, jeśli uważasz, że to już koniec... To ja zrozumiem. Jeśli nie chcesz, masz dość, to odpuść. Masz wybór. Należy on do Ciebie. Uszanuję to. Proszę pamiętaj tylko, że Cię kocham.
Po chwili usłyszałam pisk z monitora stojącego obok. A na nim długa biała linia.
-Lekarza! Pomocy! Kurwa niech ktoś tu przyjdzie!-krzyczałam na całą salę i szpital.
Chwilę potem wyprowadzono mnie z sali. Reanimowano ostatnią osobę na której mogłam polegać. Którą kochałam.
-Boże, jeśli mnie słyszysz. Pomóż jej. Nie jestem mocno wierząca. Nie musisz pomagać mi. Pomóż jej.
-Mała, będzie dobrze. Spokojnie.-pocieszał Kacper.
15 minut po całym zajściu czekałam pod salą widząc wychodzącego lekarza z sali i jego minę straciłam jakąkolwiek nadzieję na to, że może być dobrze. Było mi słabo, dlatego byłam wdzięczna Kacprowi, że jest obok. Lekarz staną przed nami z twarzą pełną współczucia. Dobrze wiedziałam co chce mi oznajmić.
-Bardzo mi przykro ale....-nie pozwoliłam dokończyć.
-To się nazywa pańskie " robimy co w naszej mocy"?! Czy wy ochujeliście wszyscy? To była ostatnia osoba na której mogłam polegać, a pan mi mówi, że jest panu przykro?! Gówno pan wie.
-Oliwia, wystarczy- mówi Kacper.
-Czy ty siebie kurwa słyszysz? Wystarczy? Nic nie zrobiliście żeby jej pomóc.- wykrzyknęłam z resztek sił.
-Myli się pani, ale rozumiem pani wzburzenie.
-Nic pan nie rozumie.- powiedziałam do lekarza. Kacper poszedł załatwić ostatnie sprawy z lekarzem, którego ja szczerze znienawidziłam. Ja udałam się ostatni raz na rozmowę z mamą.Widząc jej nieruchome ciało i to jak pielęgniarki odpinają ją od aparatury zrobiło mi się słabo, wiedziałam jednak, że to ostatnia szansa żeby ją widzieć.
-Mogę na chwilę zostać z nią sam na sam?- zapytałam, na co pielęgniarki przytaknęły i wyszły z sali.
-Czyli to wybrałaś.-wyszeptałam.- Tak bardzo Cię kocham. Mam nadzieję, że tam na górze będzie Ci przynajmniej lepiej. Pomagałaś tak wielu ludziom. Jestem pewna, że znajdzie się tam dla Ciebie miejsce. -mówiąc to wszystko trzymałam ją za coraz chłodniejszą rękę.
- Do zobaczenia mamo.
________________
Kochani wybaczcie mi, ale w szkole przez ostatnie tygodnie mam od groma nauki, co chwila jakieś wiersze, sprawdziany, kartkówki. Bądźcie wyrozumiali dla mnie. Dzisiaj siadam i piszę następnego parta. Przepraszam za wszystko skarby i dziękuję, za wszystkie komentarze i wyświetlenia. To wiele dla mnie znaczy i bardzo motywuje.
Trzymajcie się cieplutko,
Tańcząc w ciemnościach.