poniedziałek, 12 września 2016

39. Wiesz, że coś takiego jest określane jako chęć pomocy osobom uzależnionym?

-Nazwał Cie sprzątaczką?- pyta przez śmiech Kamil, który nadal nie dowierza w początki mojej znajomości z Kubiakiem. Wspominanie tego sprawia mi ogromną przyjemność jak i ból. Przez to wiem, że jednak Ci którzy pojawili się w naszym życiu gwałtownie, równie gwałtownie z niego znikają.
-No nie lubiliśmy się. Wpadłam na niego niechcący jak czytałam książkę.-mówię zgodnie z prawdą przypominając sobie pierwszy dzień zgrupowania.
-Twój telefon chyba dzwoni, bo nie przypominam sobie żebym miał kawałek Dżemu jako dzwonek.-mówi przerywając moje przemyślenia. Dzwonka też nie zmieniłam od Spały. 
-Tak słucham?-mówię do telefonu, który odebrałam od Kamila.
-Czyli ON wrócił?-słyszę po drugiej stronie. Nie mam ochoty bawić się w zgadywanki, więc sprawdzam kto dzwoni. 
-A więc to ty.-mówię nagle zmęczona, tak jakby wymiana dwóch zdań z Michałem kosztowała mnie wysiłku równającego się z przebiegnięciem maratonu.-Czego chcesz Michał?-kontynuuje
-Mateusz wparował mi cały nabuzowany do pokoju wykrzykując, że wiem wszystko o czymś o czym nie miałem zielonego pojęcia. 
-Dzwonisz, żeby usłyszeć ode mnie przeprosiny? Bo nie pojmuję.-pytam poirytowana przebiegiem tej rozmowy
-Nie żartuj, nie rzucaj sarkazmami. 
-Przejdź do konkretów Kubiak.-Kiedy mówię głośniej Kamil od razu wyłania się z zakątków łazienki gdzie przed chwilą był. Kiwam tylko głową, że wszystko okay i wracam do rozmowy.  
-Jakim cudem jest na wolności?-słyszę twardy głos Michała.
-Naprawdę nie powinieneś do mnie dzwonić z tym pytaniem. A ja nie mam  najzwyczajniej ochoty na słuchanie zarzutów w moją stronę, czy jakkolwiek innej bezsensownej wymiany zdań. Trzymaj się Michał. 
-Uważaj na siebie proszę.-mówi pośpiesznie
-Udam, że tego nie słyszałam, cześć.-widzę Kamila, który sam nie wie co ma zrobić, nie dziwię mu się. Na jego miejscu czułabym się  bardzo niezręcznie. Po rozmowie z Kubiakiem miałam strasznie paskudny humor sama nie wiedziałam w tej chwili co ze sobą zrobić. 
-Widzę, że napięta sytuacja.-mówi znad gazety. 
-Muszę zapalić.-mówię jakbym nie słyszała tego co do mnie powiedział. Cieszę się, że Kamil jest jaki jest i nie drąży tematu. Jeszcze nie jest świadomy jak bardzo jestem mu za to wdzięczna.
-Na stole w kuchni leży paczka, zapalarę znajdziesz obok popielniczki na parapecie.-mówi zwykłym głosem tak jakby codziennie miał za lokatorkę palące 17. latki.
-Nie przeszkadza Ci to, że palę w takim wieku? Przeważnie trafiam na ludzi, którzy sceptycznie patrzą na takie zachowania.-mówię zapalając niebieskiego L&M'a
-Nie mogę narzucać komuś co ma robić i co dla niego byłoby najlepsze. Z reguły to co jest nam narzucone traktujemy lekceważąco.
-Ile ty masz lat?-pytam zadziwiona jego wypowiedzią.
-21. co prawda kończę za 5 dni, ale myślę, że mogę sobie pozwolić na takie małe wypaczenie.-mówi i się uśmiecha.
-No to pijemy niedługo.-mówię i biorę odruchowo drugiego papierosa. Kiedy Kamil to widzi odkłada gazetę i podchodzi do mnie nawet tego nie ukrywając.
-A pani to chce raka dostać?-mówi i próbuje zabrać papierosa, którego chowam za plecami.Kiedy zakleszczył mnie w swoich rozbudowanych ramionach zaczynam się śmiać;
-Wiesz, że coś takiego można określić jako molestowanie?
-Wiesz, że coś takiego jest określane jako chęć pomocy osobom uzależnionym?-kiedy to mówi ma całkowicie poważną minę. I za Boga nie wiem jak mam to zrozumieć dlatego oddaję papierosa, którego sam potem odpala i pali.
-Widzę, że nie tylko mi jest potrzebna pomoc.-Kamil nie odpowiedział tylko się uśmiechnął i dalej palił. Postanowiłam to wykorzystać i pójść się umyć. Poprosiłam o zapoznanie mnie z rozmieszczeniem poniektórych miejsc w jego mieszkaniu i skierowałam się w stronę wskazanej niedawno łazienki zabierając ze sobą kosmetyczkę i piżamę. Już po niespełna 5 minutach leżałam w gorącej wodzie, pachnącą moim ulubionym płynem do kąpieli. Nie do opisania jest to, jak zwykła kąpiel może odprężyć człowieka, do tego stopnia aby chociaż na chwilę zapomniał o Bożym świecie. Kiedy skończyłam suszyć włosy usłyszałam swój dzwonek w telefonie, który powinnam już od dawna zmienić.Ubrałam się i wyszłam z łazienki.
-Jakiś niezapisany numer do Ciebie dzwonił.-odzywa się Kamil, z poduszkami w rękach.-niestety nie dałem rady odebrać.-kończy potrząsając pościelą, którą trzymał.
-Nie ma sprawy. Jak to coś ważnego to spodziewam się jeszcze raz telefonu.-mówię siadając na kanapie.
-To co, to moje tymczasowe łóżeczko?-mówię głaszcząc obszycie kanapy.
-Spokojnie moja droga, Dla Ciebie mam moją sypialnię. To MOJE tymczasowe spanko.-podkreślił przymiotnik dość mocno, tak abym zrozumiała przesłanie.
-Kamil, to twoje mieszkanie, twoje łóżko jak i kanapa.
-Które od dzisiaj postanawiam wypożyczyć uroczej damie w potrzebie.-mówi rozkładając kanapę z której mnie zgonił.
-Zostawmy samo to, że jestem w potrzebie.-miałam już dodać, że nie zamierzam go wyganiać na kanapę, ale jak zwykle przerwał mi mój własny telefon. Tak jak myślałam ten sam numer dzwoni już drugi raz dzisiaj. Z myślą, że to policjant, który miał się zająć sprawą odbieram pośpiesznie.
-Tak słucham?-witam się jak zawsze gdy nie jestem pewna z kim do końca rozmawiam.
-Witaj księżniczko.-słyszę po drugiej stronie. Już mam się rozłączać kiedy zdaję sobie sprawę z kim tak naprawde rozmawiam. Ręce zaczynają mi się trząść a na gardle czuję niewidzialnie zaciskającą się pętle.
-Posłuchaj, mam propozycję skarbie.-mówi znienawidzonym przeze mnie tonem, którego już tak dawno nie słyszałam z czego byłam ogromnie szczęśliwa. Nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy.
-Nie zamierzam się pakować z tobą w żadne układy Marcin, a z tego co wiem powinieneś gnić w więzieniu. Dla takich jak ty nie ma miejsca na wolności.-mówię zaskakując samą siebie własnym tonem. Kamil wyraźnie rozdarty nie wiedzą po prostu się przypatrywał.
-Kochanie, dobrze wiesz, że dla wielu twoich przyjaciół nie powinno być miejsca na wolności. Zarówno Kubiaka jak i Włodarczyka. Więc równie dobrze mogę opowiedzieć policji o ich występkach. Jak myślisz pomoże im to?-wiem dobrze, że nie powinnam z nim rozmawiać, ale nie chce aby już ktokolwiek przeze mnie miał kłopoty.
-Czego ty chcesz?-pytam podniesionym głosem, równocześnie bojąc się odpowiedzi.
-Tego czego od zawsze chciałem i zawsze nie mogłem mieć.-mówi rozdrażnionym głosem.
-Czego?-ponawiam pytanie.
-Ciebie. I zrobię wszystko, żeby Cie mieć.
__________________________
Nie będzie wyjaśnień, nie będzie próśb. Wręczam wam ten o to rozdzialik. Dziękuję za wyświetlenia, komentarze, które bardzo, ale to bardzo mnie motywują. I muszę niestety zasmucić, iż powolutku zbliżamy się do końca. 
Trzymajcie się cieplutko,
Tańcząc w ciemnościach.

2 komentarze: