czwartek, 12 stycznia 2017

40 i 2/3

-Przecież to niemożliwe.-mówię nie dowierzając w słowa mamy. Samo to, że jest obok mnie sprawia, że serce wyskakuje mi z piersi. A prócz niej widzę osoby, które kiedyś były dla mnie tak bliskie. A teraz mam je na wyciągnięcie ręki.
-Kochanie wiem, że to ciężkie do ogarnięcia i zajmie sporo czasu aby doszło do Ciebie, ale to wszystko był sen. Nie wybudzałaś się przez prawie rok.
Wszystko wydawało mi się idiotyczne, przecież ten.. sen był tak realistyczny. Nie może być tak, że to wszystko było tylko i wyłącznie moją wyobraźnią.
-Podaj mi na chwilę telefon.-mówię do mamy. Muszę coś sprawdzić. Jeśli się nie mylę to znaczy, że to musi być jakikolwiek znak. Kiedy mama podaje mi telefon od razu sprawdzam na portalu społecznościowym pewne konto. Moja mina musiała wyglądać co najmniej strasznie ponieważ moja mama chciała od razu wołać lekarza. Czyli nie wszystko jest moją wyobraźnią, tylko jak to możliwe..
*w tej samej chwili u nieznajomego wyśnionego przyjaciela*
-Ciekawe co teraz Dominika zrobi najpierw. Cycki czy usta.-powiedziałem do kolegi z klasy wracając razem do domu. Marcin to był mój najlepszy kumpel poznaliśmy się na początku roku szkolnego i od razu złapaliśmy dobry kontakt. tym bardziej, że wiele nas łączy, w głównej roli jeden sport.
-Szkoda, że nie można zrobić mózgu, złożyłbym się i był pierwszy na liście osób, które by to poparły.
-Byłbym od razu za tobą.-odpowiedziałem przez śmiech. Przed pójściem do domu mieliśmy załatwić jeszcze kiosk bo skończyły mi sie papierosy.
Marcni posłusznie zaczekał na mnie pod kioskiem i ponownie kierowaliśmy się do domu. Chciałem zapalić zanim wrócę do domu. Moja mama nienawidzi zapachu papierosów, pewnie dlatego, że sama niedawno rzuciła. Wybierając niedrażnienie jej, odpaliłem używkę. Kiedy wkładałem zapalniczkę do kieszeni usłyszałem powiadomienie z messengera. Czytając wiadomość o mało co się nie udusiłem.
-Stary co Ci jest?-zapytał pośpiesznie Marcin. W ramach odpowiedzi oddałem mu telefon aby przeczytał treść nowo otrzymanej wiadomości. Nie mieści mi się to całkowicie w głowie. Ale to co napisała podobno nieznajoma zgadzało się ze wszystkim. Oprócz tego, że nie miało to rzeczywiście miejsca.
-Ale patowo.- podsumował Marcin.
-Tylko powiedz mi co mam zrobić. Nie znam laski, a okazuje się, że ona wie o mnie wszystko. W dodatku przez co? Przez śpiączkę czy chuj wie co. Przecież to prawie niemożliwe, żeby wszystko się zgadzało. Nie widzieliśmy się ani razu, mieszkamy prawie 100km od siebie.-wylewałem z siebie coraz więcej wulgaryzmów aż w końcu przerwał mi Marcin.
-Spotkaj się z nią.
-Co?-pytam, myśląc, że się przesłyszałem.- Chyba nie mówisz poważnie?
-Why not? Tobie jest co najmniej niezręcznie to pomyśl co z nią się musi dziać, laska była w śpiączce, była pewna, że to wszystko przeżywa naprawdę. Po czym się budzi i dowiaduje, że to tylko it's a prank bro. To dopiero jazda, nie uważasz?
*Oliwia*
-To co mnie ominęło?-pytam Michała, który sam nie do końca dowierza w to co sie dzieje. Przecież to wszystko jest tak zagmatwane. Nic a nic nie pasuje, aby ułożyć w jedną całość.
-Hmm. Oprócz paru wtop naszej reprezentacji. Nic ciekawego. No może poza tym, że jestem po rozwodzie, a Pola jest pod moją opieką.
-Aaaa!- krzyknęłam pod wrażeniem.-Michał, byku! Tak się cieszę! No może nie wliczając to waszych meczy, które pewnie i tak mi streścisz, ale... Wow.-tylko tyle byłam w stanie od siebie wydusić. Nie spodziewałabym sie takich zmian. Ale czy mogę być zdziwiona czymkolwiek po tym wszystkim? Mówi to osoba, która przeżywała swoje nowe życie we śnie.
-I jest coś jeszcze co chciałbym Ci powiedzieć...- nie wiedziałam co mogę usłyszeć. Przecież to mogło być wszystko, ale czy na pewno chciałabym wszystko usłyszeć. Po tym co przeżyłam, bądź nie przeżyłam. Po chwili zastanowienia, w końcu się odzywam:
-Więc mów jak najszybciej bo mam ochotę znowu zapaść w sen zimowy.-moje słowa wywołują uśmiech Michała.-Może nie jest tak źle?-myślę.
-10 lat. Tyle nas różni. 87600- to zaś godziny, które nas dzielą. Przeliczając to na sekundy wychodzi jakaś niestworzona liczba, której nie chciało mi się obliczać. Ale...-mówi po czym zawiesza głos.
-Ale?-próbuję go nakłonić do skończenia poprzedniej sentencji.
-Ale wiem już, że każde następne 87600 godzin chce spędzić z tobą.-mówi jakby każde słowo kosztowałoby go ogromnego wysiłku. A ja? A ja czuję, że moje życie jest jeszcze większą bzdurą niż 10 minut temu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz